Obejrzałem w końcu najnowszą część Riddicka i się rozczarowałem. Jako kontynuację "Kronik Riddicka" zdecydowanie nie tego się spodziewałem. Nie rozumiem jak z widowiskowego filmu sci-fi, dziejącego się w kosmosie, powrócono do starej kameralnej formy rodem z Pitch Black. Tzn wiem o co chodzi - Diesel nie mógł namówić nikogo do sypnięcia poważną kasą, po nieciekawych wynikach finansowych poprzedniej części. Więc w 5 minut pozbawił swojej postaci tronu imperium i znów wróciliśmy do walki na pustyni 10 ludzi i atakujących ich potworów. Oczywiście po ciemku. Nawet obecność Starbuck z Battle Star Galactiki nie mogła uratować tej kiepskiej koncepcji. O reszcie no nameowych aktorów nie wspominając.
No ale jaki to miało sens? Jak można było liczyć, że zarobi się dużo kasy na powtórce filmu sprzed 13 lat? Czemu niektórzy wciąż uważają, że ciemny lud kupi wszystko? Nie zrobił tego, a to na razie grzebie kolejne kontynuacje niestety. Bo ta część miałaby tylko rację bytu gdyby była przygrywka do większych wydarzeń. Ale na ich pokazanie nie ma pieniędzy i koło się zamyka. To już lepiej trzeba było zrobić profesjonalną, długometrażową kreskówkę. Tak jak Dark Fury, w jakości świetnych DC Animated. Wtedy można by pokazać wiele fajnych rzeczy. A tak pożegnamy się z filmowym Riddickiem na dłuuuugi czas jeśli nie definitywnie. Wielka szkoda.
Ten sam problem był/jest z ubiegłorocznym "Dreddem". Sama gra Karla Urbana była świetna. Dredd był dokładnie taki jak powinien być - zimny, twardy, surowo sądzący :). Kwestia "Ja jestem prawem" nigdy mi się nie znudzi. Choć może nadużywał słowa Rookie w każdym zdaniu :). Także Lena Hadley (Sarah Connor/Cersei) jako MaMa była niezła. Ale reszta to nędza. Megamiasto wyglądało jak współczesne slumsy we Francji. Cały ten megablok tak samo - brudno, szaro, biednie, w ogóle nie widać, że jesteśmy w przyszłości. Jedyne efekty specjalne to były slow motion w 3D gdy zażywano ten narkotyk. No sorry ale to za mało jak na dobry film sci -fi. Przestępca nigdy nie powinien móc porwać tej mutantki, bo z prawodawcy może strzelać tylko Sędzia. Ale najwidoczniej scenarzystom ten fakt umkną. Najwięcej śmiechu było gdy sędziowie jechali przez miasto na tych swoich skuterkach w za dużych kaskach z tym iksem przesłaniającym większość wizjera. No i ścigali starego volkswagena transportera. To ma być przyszłość??
W oryginalnych komiksach mimo wiadomego przeludnienia nowoczesna technologia była widoczna na każdym kroku. Zderzała się z upadkiem ludzkości. I to wszystko dobrze pokazano w filmie ze Stalonem z 1995 roku. Efekty były tam świetne jak na ten rok. Było widać tą masę ludzi, świetliste wieżowce, ruch, gwar i chaos. A ponieważ lubię Stallone'a to miejscowa mielizna fabularna mi nie przeszkadzała. Bo co dano nam 18 lat później? Dredd wchodzi do bloku i zabija wszystkich gangsterów - ale się wysilili.
Podsumowując - żeby kręcić sci-fi trzeba mieć fantazję i pieniądze synku. Bo kameralnie to można kręcić alternatywny, nowoczesny, dramat niezależny. A przyszłość TRZEBA pokazać wiarygodnie. A nie płakać, że ludzie są źli, bo nie rozumieją, że twórcy nie mieli pieniędzy. Ale jak ludzie przyjdą i im zapłacą to druga część, będzie że ho, ho :).
A w tym roku Karl Urban też niezbyt ma szczęście. Bo J.Wyman i J.J. Abrams namówili go do udziału w kolejnej produkcji sci-fi. Tym razem jest to serial dla FOXa pt. "Almost Human". A co w nim jest nie tak, ktoś zapyta? Tu nawet trochę kasy jest i jakoś to wszystko wygląda. Ale w ogóle nie ma pomysłu na serial. Wszystko jest skopiowane i widzieliśmy to już dawno temu. Cały koncept to wymiksowanie Robocopa, Ja Robot, Surogatów i masy innych produkcji, nie tylko sci-fi. I mamy "nowy" serial. Abrams to geniusz :)))) Choćby pilot to także problem z nowym partnerem, czyli ograny motyw już z pierwszej Zabójczej Broni. Drugi odcinek to handel sexbotami i przesłanie, że robot to też człowiek. Trzeci to wzięcie zakładników. Najnowszy czwarty jest równie oryginalny.
Mamy grany motyw wrabiania przyjaciela, a policjant-bohater musi
rozwiązać sprawę wbrew przeciwnościom. Potem jest równie "oryginalny"
motyw pracy pod przykrywką osoby w ogóle do tego nie przygotowanej.
Dalej mamy ordynarną "inspirację" Breaking Bad, czyli genialny chemik
przygotowujący jedyny w swoim rodzaju narkotyk. Jeju, Blacklist w
odcinku Soupmaker zrobił to trochę bardziej subtelniej, nie mówiąc, że
lepiej. A w finałowej walce użyte są łańcuchy do zabicia złego, dużego
robota. Terminator 2 się kłania. Jedyny przyjemnie zaskakujący fragment
to fajny kawałek techno w ostatniej scenie. Ale jaka w tym zasługa
Waymana a tym bardziej Abramsa? Nawet fajna chemia między głównymi bohaterami jest typowa dla takich seriali. Urban ja nawet obniża ciągle mając srogi wyraz twarz. Sorry, ale to nie Dredd. A do takich scen miedzy partnerami nie trzeba było robić serialu sci-fi.
W tym serialu nie ma ani krztyny oryginalności, świeżości czy
innowacji. Wszystko już było. Ja nie wiem jak włodarze FOXa mogli kupić
tak wtórny serial? Urban i Eley go nie uratują.
piątek, 6 grudnia 2013
czwartek, 5 grudnia 2013
Serialowo
Odcinek "Arrow" 2x8 IMHO był na poziomie poprzedniego, czyli dalej nieco słabszy od 2x6. No jasne, dalej mamy masę smaczków ale brakowało mi super śmiesznych onlinerów w tym odcinku.
Oczywiście już 2 scena a Felicyty mówi coś kompromitującego i zabawnego do Moiry. Ale dla stałych widzów jest to już przewidywalne. I nie wiem dlaczego nagle zaczęto "grać biustem" Felicyty poprzez najpierw seksowną czerwoną sukienkę, a potem różową. Po pierwsze nie za to kochamy tą postać. Po drugie - ona ma przeciętne te piersi. :) Co to jest zwykłe B? :D Laurel ma co pokazać, a przynajmniej miała póki alkohol i prochy nie zaczęły jej wyniszczać. :) No i kolejny odcinek bez Laurel to dobry odcinek :). Niestety Sarah we flasbackach tym razem prawie wyłącznie grała jedną przestraszoną o los Slade'a miną. Mam nadzieję, że dalej nie będzie tak drewniano. Wracając jeszcze do biustów :) Thea też jest raczej płaska. Ale ta jej wcięta po bokach kreacja na przyjęciu - miodzio. Mam nadzieję, że w dalszych odcinkach przestaną tak biustować nie te bohaterki co trzeba :). :P Summer Glau miała ze 3 krótkie sceny i nic fajnego tym razem nie pokazała.
Barry Alan. Może się podobać. Nie oglądałem Glee, więc nie mam uprzedzeń. Choć może nieco przeszkadzać ta jego trójkątna głowa. Trochę zbyt stereotypowo zrobiono z niego typowego geeka - nieśmiały, zapomina języka w gębie, ma pecha jak Peter Parker i wszędzie się spóźnia. Po prostu chciano go sparować z Felicyty, która znowu wypowiada się jakby miała romans z Oliverem. Trochę przesłodzone ale nawet sympatycznie się to ogląda. W kontekście nadchodzącego serialu "Flash", bardzo istotna była opowieść o śmierci matki Barrego. Jego opis sprawcy to jak nic Profesor Zoom - nic innego mi nie pasuje. Będzie się działo w przyszłym roku.
Nieco zawodzi wątek Moira - Malcolm. Ona dowiaduje się o Rash Al Gulu i Lidze Zabójców, napuszcza ich na Merlyna, ten ucieka (http://www.youtube.com/watch?v=UIjr6BBmcxk) i koniec. No co to ma być? Gdzie kolejny epicki pojedynek Dark Archer - Green Arrow??! Jeśli Malcolm jeszcze nie wróci w którymś kolejnym odcinku, to to będzie pierwszy poważny błąd świetnego do tej pory 2 sezonu. No i skoro to nie Rash i Lazarus Pit wskrzesiły Malcolma, to jakim cudem on przeżył strzałę w sercu?? Przecież nie jest Darth Maulem i nie ma mocy :D :)
Na wyspie nic odkrywczego - Slade dostał serum i niedługo będzie jak komiksowy odpowiednik ("Walczyłem tam z kimś o podobnych możliwościach"). Przecież oczywistą, oczywistością jest to że nie umarł. Niestety coraz bardziej widać, że pobiją się z Oliverem o dziewczynę. Wątek Roya i Sin to nic specjalnego, bo jego konkluzja będzie dopiero za tydzień. Ale Arrow perfidnie się zachował strzelając do Roya. Im szybciej zaczną działać razem na poważnie, tym lepiej. Zwłaszcza w związku z tymi pogłoskami o aktorskiej wersji Young Justice, która IMHO bez TEGO aktora jako Roy Harper/speedy byłaby bez sensu.
Dla mnie clou odcinka były starcia z Bratem Cyrusem. Fajnie zrealizowane walki. Oliver się zwijał jak w ukropie ale Cyrus na serum jest "Unstopabble" :). Ale najbardziej klimatyczna jest jego maska - połączenie/wypadkowa podobnych outfitów Deadhstroke'a i Bane'a. Bardzo mi się spodobała. Niestety Arrow dokładnie jak rok temu w odcinku "Years End" "Faild this city" (brakuje mi tego powiedzonka) i znowu leżał na łopatkach :).
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy za tydzień. Kościół Krwi musi zwyciężyć :) :D.
Dziś też skończyła się kolejna 3 odcinkowa saga South Parku, tym razem parodiująca Grę o Tron. Jednym słowem - epic. Naprawdę fantastyczne odcinki. Ciągle się śmiałem, zwłaszcza gdy odtwarzano sceny z serialu. "Mhysa, Mhysa", uwięzienie Stana, czy przechadzki Cartmana w ogrodzie. A "Red Robin Wedding" to już w ogóle mnie rozwalił. Także parodia Czarodziejki z Księżyca i całego anime ( w roli głównej Kenny) było fantastyczne. Tą trylogią twórcy uratowali ten do tej pory dość słaby sezon. Jedyny feler, to to, że twórcy nie zrobili prawdziwej czołówki ala GoT. Nie było pojawiającego się South Parku tak jak to zrobiono ze Springfield w Simpsonach. Sama fajna piosenka "Winner, winner", to za mało - wyłaniające się budynki muszą być.
Oczywiście już 2 scena a Felicyty mówi coś kompromitującego i zabawnego do Moiry. Ale dla stałych widzów jest to już przewidywalne. I nie wiem dlaczego nagle zaczęto "grać biustem" Felicyty poprzez najpierw seksowną czerwoną sukienkę, a potem różową. Po pierwsze nie za to kochamy tą postać. Po drugie - ona ma przeciętne te piersi. :) Co to jest zwykłe B? :D Laurel ma co pokazać, a przynajmniej miała póki alkohol i prochy nie zaczęły jej wyniszczać. :) No i kolejny odcinek bez Laurel to dobry odcinek :). Niestety Sarah we flasbackach tym razem prawie wyłącznie grała jedną przestraszoną o los Slade'a miną. Mam nadzieję, że dalej nie będzie tak drewniano. Wracając jeszcze do biustów :) Thea też jest raczej płaska. Ale ta jej wcięta po bokach kreacja na przyjęciu - miodzio. Mam nadzieję, że w dalszych odcinkach przestaną tak biustować nie te bohaterki co trzeba :). :P Summer Glau miała ze 3 krótkie sceny i nic fajnego tym razem nie pokazała.
Barry Alan. Może się podobać. Nie oglądałem Glee, więc nie mam uprzedzeń. Choć może nieco przeszkadzać ta jego trójkątna głowa. Trochę zbyt stereotypowo zrobiono z niego typowego geeka - nieśmiały, zapomina języka w gębie, ma pecha jak Peter Parker i wszędzie się spóźnia. Po prostu chciano go sparować z Felicyty, która znowu wypowiada się jakby miała romans z Oliverem. Trochę przesłodzone ale nawet sympatycznie się to ogląda. W kontekście nadchodzącego serialu "Flash", bardzo istotna była opowieść o śmierci matki Barrego. Jego opis sprawcy to jak nic Profesor Zoom - nic innego mi nie pasuje. Będzie się działo w przyszłym roku.
Nieco zawodzi wątek Moira - Malcolm. Ona dowiaduje się o Rash Al Gulu i Lidze Zabójców, napuszcza ich na Merlyna, ten ucieka (http://www.youtube.com/watch?v=UIjr6BBmcxk) i koniec. No co to ma być? Gdzie kolejny epicki pojedynek Dark Archer - Green Arrow??! Jeśli Malcolm jeszcze nie wróci w którymś kolejnym odcinku, to to będzie pierwszy poważny błąd świetnego do tej pory 2 sezonu. No i skoro to nie Rash i Lazarus Pit wskrzesiły Malcolma, to jakim cudem on przeżył strzałę w sercu?? Przecież nie jest Darth Maulem i nie ma mocy :D :)
Na wyspie nic odkrywczego - Slade dostał serum i niedługo będzie jak komiksowy odpowiednik ("Walczyłem tam z kimś o podobnych możliwościach"). Przecież oczywistą, oczywistością jest to że nie umarł. Niestety coraz bardziej widać, że pobiją się z Oliverem o dziewczynę. Wątek Roya i Sin to nic specjalnego, bo jego konkluzja będzie dopiero za tydzień. Ale Arrow perfidnie się zachował strzelając do Roya. Im szybciej zaczną działać razem na poważnie, tym lepiej. Zwłaszcza w związku z tymi pogłoskami o aktorskiej wersji Young Justice, która IMHO bez TEGO aktora jako Roy Harper/speedy byłaby bez sensu.
Dla mnie clou odcinka były starcia z Bratem Cyrusem. Fajnie zrealizowane walki. Oliver się zwijał jak w ukropie ale Cyrus na serum jest "Unstopabble" :). Ale najbardziej klimatyczna jest jego maska - połączenie/wypadkowa podobnych outfitów Deadhstroke'a i Bane'a. Bardzo mi się spodobała. Niestety Arrow dokładnie jak rok temu w odcinku "Years End" "Faild this city" (brakuje mi tego powiedzonka) i znowu leżał na łopatkach :).
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy za tydzień. Kościół Krwi musi zwyciężyć :) :D.
Dziś też skończyła się kolejna 3 odcinkowa saga South Parku, tym razem parodiująca Grę o Tron. Jednym słowem - epic. Naprawdę fantastyczne odcinki. Ciągle się śmiałem, zwłaszcza gdy odtwarzano sceny z serialu. "Mhysa, Mhysa", uwięzienie Stana, czy przechadzki Cartmana w ogrodzie. A "Red Robin Wedding" to już w ogóle mnie rozwalił. Także parodia Czarodziejki z Księżyca i całego anime ( w roli głównej Kenny) było fantastyczne. Tą trylogią twórcy uratowali ten do tej pory dość słaby sezon. Jedyny feler, to to, że twórcy nie zrobili prawdziwej czołówki ala GoT. Nie było pojawiającego się South Parku tak jak to zrobiono ze Springfield w Simpsonach. Sama fajna piosenka "Winner, winner", to za mało - wyłaniające się budynki muszą być.
niedziela, 13 października 2013
Co z tą Unią?
Ostatnie wydarzenia pokazują, że od czasu wielkiego rozszerzenia w 2004
popsuła się. Przestały działać te mechanizmy gospodarcze na których nam
tak zależało przy wchodzeniu. A wszystko paradoksalnie dlatego, że one
zadziałały! Dzięki braku granic i ceł to polskie towary (żywność, meble,
części do samochodów itp.) i ludzie zawojowały rynki unijne a nie
odwrotnie. Polska nie stała się rynkiem zbytu dla Francuzów czy Niemców.
Co więcej, to Polacy zaczęli dobrze zarabiać na zachodnich rynkach
pracy. To przestał być tylko zmywak albo prace polowe. Nawet nasza
nieudolna administracja nie przejadła funduszy unijnych (jak kraje
południa). Zostaliśmy liderem w absorbcji środków spójności itp. i to
zaczęło być widoczne w kraju i przynosiło efekty.
I został przeprowadzony "kontratak". "Solidarność Europejska" zaczęła odnosić się tylko do krajów Starej Piętnastki. Najpierw obalono korzystny dla nas Traktat Nicejski na rzecz Lisbońskiego. A potem zaczęły padać ciosy gospodarcze. Przeforsowano pakiet klimatyczny uderzający głównie w Polskę. Mimo, że od 1989 roku obniżyliśmy emisję o 30%, specjalnie przyjęto za datę graniczną 2005 rok. Nie dano nam żadnych funduszy na modernizację emisyjnej gospodarki, tylko jest dorozumiany nakaz, że mamy za własne pieniądze kupić drogie technologie od Niemców czy Francuzów. Takie zapisy nie mają żadnego sensu dla klimatu ziemskiego. Bo nie przystąpiły do nich USA, Chiny, Rosja Indie itp. De facto chodzi o pozbycie się polskiej konkurencji. I tak dalej można by wymieniać, nawet pomijając zacieśnianie się strefy euro.
Inny pomysł, to by kraje członkowskie nie mogły stosować znaczka "Wyprodukowane w UE" tylko mają dokładnie zaznaczać kraj. Chodzi o to, by wyróżnić m.in polskie towary by konsumenci mogli ich unikać, mimo lepszej ceny i dobrej jakości. Jak tak można? Jeśli jesteśmy członkiem UE, powinniśmy móc używać takiego oznaczenia jakie nam pasuje. Jest to przecież prawda.
Odkryto gaz łupkowy w Polsce? To Parlament razem z Komisją Europejską chcą uchwalić takie przepisy aby jego wydobywanie było czasochłonne/nieopłacalne/prawie niemożliwe. Polacy nie mogą stać się niezależni energetycznie albo nawet eksportować gaz. Nie - na razie wychodzi, że do końca świata mamy kupować tylko rosyjski gaz. Najlepiej od Niemców by było drożej. Co z tego, że źródło taniego gazu pozwoliłoby nam znacznie obniżyć emisję CO2. Jak napisałem wyżej, w pakiecie klimatycznym, wcale nie chodzi o klimat.
No i ostatnia dyrektywa klimatyczna. Polska jest czołowym producentem papierosów? To zakażmy jej produkować mentoli, stanowiących 1/3 sprzedaży. No jak tak można?! Dzięki UE mieliśmy się rozwijać gospodarczo. A tymczasem przepisy unijne zaczynają godzić głównie w naszą gospodarkę. Reszta krajów jest bezpieczna.
Tymczasem wobec np. firm telekomunikacyjnych Parlament i KE są bezradne. Zniesienia roamingu nie będzie. Gazprom łamie prawo unijne, nie dopuszczając konkurencji? Nic się nie da zrobić. Powstała unijna dyplomacja - nowe kraje członkowskie nie są dopuszczane do stanowisk. itd. itp. Solidarność europejska, została zastąpiona znanym od XVIII w. koncertem mocarstw. Rosja ma większe prawa w UE niż Polska. I to mi się bardzo nie podoba. A nasz rząd nie potrafi się temu skutecznie przeciwstawić.
I został przeprowadzony "kontratak". "Solidarność Europejska" zaczęła odnosić się tylko do krajów Starej Piętnastki. Najpierw obalono korzystny dla nas Traktat Nicejski na rzecz Lisbońskiego. A potem zaczęły padać ciosy gospodarcze. Przeforsowano pakiet klimatyczny uderzający głównie w Polskę. Mimo, że od 1989 roku obniżyliśmy emisję o 30%, specjalnie przyjęto za datę graniczną 2005 rok. Nie dano nam żadnych funduszy na modernizację emisyjnej gospodarki, tylko jest dorozumiany nakaz, że mamy za własne pieniądze kupić drogie technologie od Niemców czy Francuzów. Takie zapisy nie mają żadnego sensu dla klimatu ziemskiego. Bo nie przystąpiły do nich USA, Chiny, Rosja Indie itp. De facto chodzi o pozbycie się polskiej konkurencji. I tak dalej można by wymieniać, nawet pomijając zacieśnianie się strefy euro.
Inny pomysł, to by kraje członkowskie nie mogły stosować znaczka "Wyprodukowane w UE" tylko mają dokładnie zaznaczać kraj. Chodzi o to, by wyróżnić m.in polskie towary by konsumenci mogli ich unikać, mimo lepszej ceny i dobrej jakości. Jak tak można? Jeśli jesteśmy członkiem UE, powinniśmy móc używać takiego oznaczenia jakie nam pasuje. Jest to przecież prawda.
Odkryto gaz łupkowy w Polsce? To Parlament razem z Komisją Europejską chcą uchwalić takie przepisy aby jego wydobywanie było czasochłonne/nieopłacalne/prawie niemożliwe. Polacy nie mogą stać się niezależni energetycznie albo nawet eksportować gaz. Nie - na razie wychodzi, że do końca świata mamy kupować tylko rosyjski gaz. Najlepiej od Niemców by było drożej. Co z tego, że źródło taniego gazu pozwoliłoby nam znacznie obniżyć emisję CO2. Jak napisałem wyżej, w pakiecie klimatycznym, wcale nie chodzi o klimat.
No i ostatnia dyrektywa klimatyczna. Polska jest czołowym producentem papierosów? To zakażmy jej produkować mentoli, stanowiących 1/3 sprzedaży. No jak tak można?! Dzięki UE mieliśmy się rozwijać gospodarczo. A tymczasem przepisy unijne zaczynają godzić głównie w naszą gospodarkę. Reszta krajów jest bezpieczna.
Tymczasem wobec np. firm telekomunikacyjnych Parlament i KE są bezradne. Zniesienia roamingu nie będzie. Gazprom łamie prawo unijne, nie dopuszczając konkurencji? Nic się nie da zrobić. Powstała unijna dyplomacja - nowe kraje członkowskie nie są dopuszczane do stanowisk. itd. itp. Solidarność europejska, została zastąpiona znanym od XVIII w. koncertem mocarstw. Rosja ma większe prawa w UE niż Polska. I to mi się bardzo nie podoba. A nasz rząd nie potrafi się temu skutecznie przeciwstawić.
niedziela, 6 października 2013
GP Korei Płd
"Pirrelli Strike Back" 
Za to lubię ten tor wybudowany z iście koreańską precyzją i dokładnością... na bagnach
. Ale przynajmniej sąsiedzi nie narzekają na hałasy.

Od samego początku Masa pokazał dlaczego od nowego roku staje się bezrobotny
.
Ja wiem, on miał też świetne wyścigi, a i w tym walczył do końca. Ale
nie oszukujmy się. Ja uważam, że o wszystkie jego wpadki i wypadki, ważą
więcej niż gdy ma dobre dni. Dlatego temu panu już dziękujemy. A
J.Button powinien jeszcze osobiście mu "podziękować" po wyścigu, za
uszkodzenie skrzydła.

Za to lubię ten tor wybudowany z iście koreańską precyzją i dokładnością... na bagnach

Od samego początku Masa pokazał dlaczego od nowego roku staje się bezrobotny

Grosjean zaczął ostatnio jeździć jak nie on
i wyprzedził Hamiltona. Kombinacja tego toru i typów opon wyjątkowo nie
służyła Mercedesom w tym wyścigu. O ile jeszcze Louis narzeka co
wyścig, to to co się stało Rosbergowi było naprawdę niesamowite. Kawałki
opon tak utkwiły i obciążyły jego przód, że po wyprzedzeniu "kolegi"
zaczepy puściły i spoiler zaczął szorować po asfalcie. Byłem tak
zaskoczony, że w głowie zaświtał mi żart, o tym, że Hamilton miał w
swoim samochodzie guziczek który spowodował tą awarię u Nico. Nacisną bo
go bezczelnie wyprzedził
.
Ale potem to Rosberg jechał chamsko, bo mimo awarii nie chciał zjechać
na bok przez całe okrążenie. Oba Merce straciły nomen omen masę czasu.

Trochę
wcześniej Di Resta kolejny niedługo bezrobotny, nie opanował bolidu na
śliskich kawałkach gumy walających się po całym torze. Wypadł z trasy i
rozwalił swój bok o bandę.

Przez
cały wyścig były problemy z oponami. Zwłaszcza u Hamiltona, ale innym
prawa przednia opona też szybko zdychała. Ale to co się stało z oponą
Pereza to jakieś jaja. Ona się nie rozpękła od przeciążeń i zużycia jak
zwykle robią to opony. Z punktu widzenia laika, rozlazła się na części z
powodu wad konstrukcyjnych. Jestem bardzo ciekawy jak FIA na to
zareaguje. Wjechał samochód bezpieczeństwa, bo szczątki leżały prawie na
całej szerokości prostej. Niestety Vettel "przechodził" akurat obok Pit
Lane
.
Zmienił koła i dalej był pierwszy zaraz za savety carem. Po
neutralizacji sytuację wykorzystał Raikkonen. Jako że Mercedesy same się
załatwiły, Alonso został z tyłu a Pereza załatwiło Pirrelli, to Fińczyk
z Finlandii wykorzystał okazję, wziął Gosjeana i został wiceliderem.
I rychło w czas, bo Force India pokazało, że to nie był ich dzień
.
Sutil tak próbował wyprzedzać, że wypadł z toru na zakręcie i rozwalił
bok Webberowi. Ten z pobocza od razu dodał gazu, ale szczątki plastiku i
karbonu zostały zassane do wnętrza silnika i spowodowały jego pożar. Po
minucie jak w końcu zorientował co się stało Australijczyk wygramolił
się z bolidu. Tyle, że jego Red Bull stał się olbrzymią zasłoną dymną na
całej szerokości tego fragmentu toru. Znowu miał wyjechać samochód
bezpieczeństwa. Jakim więc cudem koreańscy organizatorzy wpuścili na tor
jakiegoś pickupa?? Lokowanie produktu??
Totalny bałagan organizacyjny i komedia. Tyle dobrego, że szybko
zjechał. A Webber niech się cieszy, że to jego ostatni wyścig w tym
miejscu. Nie ma szczęścia do tego toru
.
Jeszcze
na sam koniec także Ricardo zameldował się na bandzie. Lotusy zdobyły
dużo punktów zajmując 2 i 3 miejsce. Hulkenberg okazał się rewelacją
wyścigu zajmując 4 a Hamilton i Alonso 4 i 5. Ogólnie wyścig był
świetny, bo się działo. Jedyny feller, to to, że wygrał Niemiec
. Drugi
Schumacher
.

piątek, 4 października 2013
Śląsk i Wrocław
Legia "You have faild this city!" 
Pomówmy więc o klubach rokujących dobrze na przyszłość (choć tu jest duże może). Ktoś ma jakieś przemyślenia co do wycofania się Solorza z klubu Śląsk Wrocław?
Kurczę. Ja myślałem, że Solorz pozazdrościł rosyjskim czy arabskim bogaczom i chciał wejść na poważnie w biznes futbolowy. Wzmocnić klub i sprawić by WKS zaczął regularnie grać w LE na początek. A potem może więcej. Ale nie - jak zwykle chodziło o ulgi podatkowe i zwolnienia, przy kolejnym dillu budowlanym czy o spekulację gruntami. A teraz kolejne miasto z pieniędzy podatników będzie finansować piłkę nożną. Jasne - to sport narodowy, ale ja mam dość że patałachy z Ekstraklasy dostają swoje wysokie pensje z pieniędzy podatników (Zagłębie, Widzew, Cracovia, chyba też Korona itp.) a w zamian dają nam tylko powód do wstydu. Kluby powinny mieć właścicieli prywatnych i niech oni nimi zarządzają. Każdy niech się bawi za własne pieniądze. Bo jak w tym siedzą albo państwowe spółki, albo rajcy miejscy, to jest to IMHO tylko marnotrawienie publicznego grosza. Woda robi się mętna, bo nikt nie ma ścisłej kontroli. Pieniędzy jest mało i idą tam gdzie nie trzeba. Ogólnie - typowe polskie bagienko. Takie jest moje zdanie.
Tymczasem w Zurychu...
FIFA broni swojej decyzji sprzed 2 lat. Oczywiście obiektywnie jest ona nie do obrony. Na jednym posiedzeniu przyznano 2 Mundiale naprzód krajom będącym w czołówce światowych rankingów korupcyjnych. Od początku było wiadomo, że będą olbrzymie kłopoty - i w Rosji i w Katarze. Przecież pomysł by na tak małym skrawku pustyni wybudować 12 wielkich stadionów i rozgrywać mecze w czerwcu jest chory i poroniony od początku do końca. Z Rosją problem jest odwrotny - 12 stadionów będzie rozsianych po olbrzymim obszarze, w kraju z tragiczną infrastrukturą, bazą hotelową, niskim poziomem powszechnych usług gastronomicznych i wysokim poziomie przestępczości. To przepis na katastrofę. Ale działacze FIFA swoje "wiedzą". Ja się dziwię, że krajowe federacje dopiero teraz zaczęły protestować.
A gdyby to przeszło - to kiedy miałby ten mundial być? W lutym? To będzie razem z olimpiadą zimową. Listopad-grudzień? Czyli tuż przed świętami. Oba terminy IMHO fatalne.
Pomówmy więc o klubach rokujących dobrze na przyszłość (choć tu jest duże może). Ktoś ma jakieś przemyślenia co do wycofania się Solorza z klubu Śląsk Wrocław?
Kurczę. Ja myślałem, że Solorz pozazdrościł rosyjskim czy arabskim bogaczom i chciał wejść na poważnie w biznes futbolowy. Wzmocnić klub i sprawić by WKS zaczął regularnie grać w LE na początek. A potem może więcej. Ale nie - jak zwykle chodziło o ulgi podatkowe i zwolnienia, przy kolejnym dillu budowlanym czy o spekulację gruntami. A teraz kolejne miasto z pieniędzy podatników będzie finansować piłkę nożną. Jasne - to sport narodowy, ale ja mam dość że patałachy z Ekstraklasy dostają swoje wysokie pensje z pieniędzy podatników (Zagłębie, Widzew, Cracovia, chyba też Korona itp.) a w zamian dają nam tylko powód do wstydu. Kluby powinny mieć właścicieli prywatnych i niech oni nimi zarządzają. Każdy niech się bawi za własne pieniądze. Bo jak w tym siedzą albo państwowe spółki, albo rajcy miejscy, to jest to IMHO tylko marnotrawienie publicznego grosza. Woda robi się mętna, bo nikt nie ma ścisłej kontroli. Pieniędzy jest mało i idą tam gdzie nie trzeba. Ogólnie - typowe polskie bagienko. Takie jest moje zdanie.
Tymczasem w Zurychu...
FIFA broni swojej decyzji sprzed 2 lat. Oczywiście obiektywnie jest ona nie do obrony. Na jednym posiedzeniu przyznano 2 Mundiale naprzód krajom będącym w czołówce światowych rankingów korupcyjnych. Od początku było wiadomo, że będą olbrzymie kłopoty - i w Rosji i w Katarze. Przecież pomysł by na tak małym skrawku pustyni wybudować 12 wielkich stadionów i rozgrywać mecze w czerwcu jest chory i poroniony od początku do końca. Z Rosją problem jest odwrotny - 12 stadionów będzie rozsianych po olbrzymim obszarze, w kraju z tragiczną infrastrukturą, bazą hotelową, niskim poziomem powszechnych usług gastronomicznych i wysokim poziomie przestępczości. To przepis na katastrofę. Ale działacze FIFA swoje "wiedzą". Ja się dziwię, że krajowe federacje dopiero teraz zaczęły protestować.
A gdyby to przeszło - to kiedy miałby ten mundial być? W lutym? To będzie razem z olimpiadą zimową. Listopad-grudzień? Czyli tuż przed świętami. Oba terminy IMHO fatalne.
niedziela, 8 września 2013
GP Włoch
Ale było dość nudno. Coś działo się tylko na początku. Zablokowany Raikkonen uderzył w Pereza. I tak miał szczęście, że pojechał dalej. Di Resta nie miał tego szczęścia. Rozpędzony i zblokowany przez Grojena nie zdołał wyhamować przed Roggią. Jego urwane koło smętnie zwisało z wraku
Potem bolidy już tylko pruły na maksa. W ogóle zaskoczeniem dla mnie i rozczarowaniem było to, że nikt nie wjechał w żwirową pułapkę, a Roggię przeciął tylko jeden raz Hamilton, na końcu wyścigu. W zeszłym roku robiono to częściej. W ogóle Hamilton popełnił błąd, że zaczął z twardą mieszanką. Był wyraźnie wolniejszy, nawet pomijając tą dziurkę w oponie. Taki zabieg ma sens tylko wtedy gdy przeciwnicy będą jechać na 2 pit stopy a ty pojedziesz na jeden. Jeśli wszyscy jadą na jeden stop, to tracisz. Co pokazał Alonso opóźniając zjazd do boxu. To prawie nigdy nie daje efektu. Opony są zbyt zużyte i tylko się traci. Jakby Alonso zjechał równocześnie z Vettelem może by coś wskórał. A tak lipa.
Końcówka należała oczywiście do Lewisa. Fajnie się patrzy jak on tak mknie po torze. Oczywiście najlepiej było gdy parę lat temu prowadząc rozwalił sobie opony i nie ukończył wyścigu
sobota, 7 września 2013
Marvel Major Events "Avengers vs X-Men"
Krótko - zepsuli i zniszczyli marvelowski świat dokładnie w ten sam
sposób jak zrobiono to samo 6 lat wcześniej Civil War. Kolejna
bezsensowna historia. Jej pomysłodawcy - J.Aaron, B.Bendis, Ed Brubaker,
J.Hickman i M. Fraction lądują u mnie na czarnej liście obok tych co
wymyślili Civil War.
Teraz dłuższa wersja.
Ja nie wiem dlaczego niektórzy scenarzyści upierają się, że fani
komiksów lubią jak bohaterowie tłuką się miedzy sobą na poważnie? Czy
tak jest naprawdę? Ja tego nie znoszę. Tyle jest czarnych charakterów do
utłuczenia. Mr Sinister o mało co Ziemi nie najechał podczas tego
eventu. Ale nie, niech dobrzy znowu biją się nawzajem o jakieś głupoty. A w tym czasie źli wykorzystają sytuację. Ja chcę
powrotu tych "starych dobrych czasów"
które świetnie opisał Spider-Man. Spotyka się dwóch herosów, w wyniku
nieporozumienia, walczą chwilę ze sobą. Ale po jakimś czasie okazuje się,
że jednak są po tej samej stronie, łączą siły i pokonują tych złych. I
tak właśnie powinno być.
A tutaj na samym początku robią ze Scota Summersa jakiegoś
nawiedzonego fanatyka-zelota. Teraz wiem, że to wszystko zaczęło się wcześniej w eventach Schizm i Utopia. Niestety - w ogóle poprowadzenie tej postaci w ostatnim czasie mi się nie podoba. Zrobili z niego przybranego syna Magneto. Jak facet który przez moc Feniksa DWA
RAZY (!!) stracił żonę a jego alternatywna córka była jej nosicielem, mógł
uwierzyć, że ta siła zbawi mutantów? No jak? To pierwsze założenie,
doprowadzające do wojny, od razu było bez sensu. Poza tym Cyclops zawsze był
zgodny i chętny do negocjacji. Można by choć podjąć próbę porozmawiania o tym
całym problemie. To w ogóle nie w jego stylu, by zaraz po kilku słowach
wywalić do Kapitana Ameryki z promieni optycznych. Inna sprawa, że
specjalnie kazano zabrać Cap'owi i mieć zaraz za plecami statek
inwazyjny. Całe zawiązanie akcji było bez sensu, zupełnie niewiarygodne
(wiem, wiem, że to fikcyjny świat) i strasznie prostackie.
Potem było jeszcze gorzej. Wydawało się, że znaleziono receptę -
wystarczyło podzielić moc Feniksa na kilka osób. I X-Men zaczęli
zmieniać Ziemię na lepsze. Dlaczego Avengers nie zaproponowali rozejmu?
Jasne, mogli dalej pracować sposobami zapobiegnięcia katastrofie, ale po
cichu przy pozornym spokoju. I jak można było być przeciw światu bez
wojen, głodu i chorób?Tym bardziej, że X-Men nie mieli ukrytego motywu jak Lex Luthor w "Sprawiedliwości". Kolejny absurd. Niestety zamiast szukać
porozumienia postanowili powalić Namora. I tu wrócił staaaary komiksowy
motyw - "Wszystko było dobrze póki nie okazało się, że tak naprawdę robi
się coraz gorzej". Cztery osoby to było już za mało by stabilne mieć
moc Fenixa. Nosiciele zaczęli wariować na maxa, mieć totalny kompleks
Boga i na końcu oczywiście zwracać się przeciwko sobie (wytłumaczono to w
DragonLance
). Bo ostatecznie zawsze "może być tylko jeden".
Mnie zwłaszcza przerażała Emma, bo przed nią naprawdę nic się nie mogło
ukryć. Dobrze, że na Utopii nie skasowała Cannonballa za
nieprawomyślność.
Choć nie wiem czemu wszyscy się oburzyli na Limbo-więzienie Magic. To
samo robił Stark w Negative Zone z nierejestrowanymi bohaterami. Tam
była nauka, tutaj magia. I to jedyna różnica.
I finał w którym Cyclops kompletnie wariuje, ale udaje się jednak go
powstrzymać. Tyle tylko, że już całkiem zmienili go w drugiego Magneto! Po ucieczce z
więzienia będzie teraz jako outlaw walczyć o prawa mutantów. Odrodzono
de facto Bractwo Złych Mutantów. Gorzej! Znowu wrócił problem mutantów
na świecie.
A było przecież tak fajnie. Scarlet Witch załatwiła sprawę. Żadnego
drugiego gatunku, żadnej kolejnej wojny, żadnej nienawiści i rasizmu.
Sielanka. A tu nagle Fenix doprowadził do kolejnej fali mutantów. Przez
co cały "House of M" okazał się bezsensowny. Wróciliśmy do punktu wyjścia
sprzed 50 lat! Pojawiają się mutanci, pojawia się rasizm, mamy przemoc i
nienawiść. Purefighters mieli rację - trzeba było od razu zabić
Mesjasza. No i nie wiem czy normalni, ludzie zmienieni nagle w dziwadła (jak ta
nastolatka która została kamienną ważką) będą wdzięczni Cyclopsowi.
Jakbym dostał moc deformującą mnie zewnętrznie to bym się wściekł.
Potraktowałbym to jako karę zmieniającą zwykłego człowieka w
potworka/straszydło.
Teraz już wiem dokładnie co się wydarzyło po World War Hulk. Secret Invasion i Dark Regin doprowadziły do takiej sielanki w Avengers. Bohaterowie zrozumieli swoje błędy i znowu wszyscy byli razem i trzymali się za rączki (scena obiadu w rezydencji Avengers). W ogóle nie widać
skutków Civl War - została jakby wykasowana poza jedną kwestią Tonego do
Steve'a. TO PO KIEGO GRZYBA ROBIONO CAŁĄ CW, SKORO WSZYSTKO WRÓCIŁO DO
PIERWOTNEGO STANU??? Wychodzi na to, że jedynym jej skutkiem który się
utrzymał był rozpad Fantastycznej Czwórki. Z tym eventem pewnie będzie
tak samo. Nie wierzę by na stałe zabito Profesora X. Za jakiś czas
pewnie wróci. A Cyclops na stałe zostałby złym tylko gdyby postanowili
na Amen uśmiercić Magneto (który ma już ze 100 lat
).
Były też inne błędy. Ostatecznie okazuje się, że "Niezwyciężony"
Iron-Man jest do niczego. Rozpętał wojnę domową, potem nie potrafił
pokonać Hulka a tutaj tylko pogorszył sytuację z Feniksem, dzieląc go na
5 części. To po kiego mi taki geniusz, który nie rozwiązuje żadnego
problemu?? Wyraźnie widać jakie skutki ma brak w Marvelu postaci typu
Batman, który ratuje wszystkich na końcu. Po co wysyłano część Avengers
na świat Kree by zdobyli część Feniksa, skoro ledwo wrócili to ją na
księżycu stracili, bo połączyła się z Phoenix Five?? Dlaczego Cable
wystąpił tylko w prologu? Toczy się bój o los wszystkich mutantów a
Cable'a nie ma? SŁABIZNA! Ataki małych grupek Avengers z Kun La na
X-Menów, skutkujących tylko startą kolejnych ludzi itd. itp. Cały event
do szybkiego zapomnienia, jak właśnie CW. Jedynym jasnym punktem było
krótkie szkolenie Hope przez Spider-Mana (które i tak za mało
podkreślono w finale). To zdecydowanie mój ulubiony bohater Marvela
(zaraz za nim jest Punisher). Cytaty z pierwszego Karate Kida -
genialne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)