Wobec najnowszej słabej oferty Egmont Polska z kaczymi komiksami, nachodzi mnie nostalgia do idealizowania starych wydań Komiksów Gigantów z lat 90-tych i ogólnie całej tej serii, wobec innych pobocznych. Tylko na stronie Centrum Komiksów Disneya zwrócono mi uwagę, że w samych Gigantach też się trafiają słabe historie. I muszę się z tym zgodzić, bo choć wspomnienia blakną, to jednak coś się kołacze w głowie, że były też słabsze numery. Ale to mi dało motywację, by może zacząć pisać więcej o zawartości kolejnych numerów, aby móc potem z całą pewnością wiedzieć i pamiętać co było dobre, a co nie.
Gigant Poleca 1/2026 "Duch Klondike"
"Upiór z Doliny Białej Śmierci" - Pierwszy i tytułowy komiks jest rozczarowaniem, mimo autorstwa Nucciego i Cavazzano. To naprawdę historia o niczym. Cofa nas do czasów Sknerusa w Klondike i opowiada jak poszedł on w nocy do lasu nazbierać drewna na naprawę dachu. Na dodatek chce zmieniać historię i wmawiać nam, że rozstanie Złotki i Sknerusa jest wynikiem jakiejś klątwy znikąd a nie tego, że nie potrafili przemóc swoich wewnętrznych ograniczeń. Nie ma tu nic więcej. Kiepski pomysł mający chyba tylko zaszokować lub zdenerwować fanów, żeby wzbudzić jakąś reakcję. Bo gdyby nie był to Sknerus, to zapomniałbym o tym komiksie po 5 minutach.
"Wynalazca i Czarownica" - Na pewno rysunki są dobre. Lubię Laurę Moilinari, a tu dodano współczesne cieniowanie. Choć na słabym, gigantowym papierze wiele takie efekciarstwo nie daje. Niby ciekawy pomysł o walce czarów Magiki z wynalazkami Diodaka i to w odwrotny sposób niż zwykle. Ale było to już kiedyś przerabiane, więc świeżością nie grzeszy. Poza tym Magika bez problemu hipnotyzuje Diodaka i od razu zabiera dziesięciocentówkę. Przez co Superkwęk musi niby kombinować ale wystarczy mu najprostsza sztuczka na dostawcę jedzenia i już wynalazca jest uwolniony a chwilę później Magika pokonana. Znowu fabuła niczym nas nie zaskakuje a żarty są średnie.
"Magia Liczb" - Edukacyjno-matematyczna historyjka z Gladiuszem i Megajonkiem jakby pisana na zamówienie ministerstwa edukacji. Nuda, na szczęście krótka.
"Noc Pełni Księżyca" - Narrator z offu przedstawia nam wiktoriańską historię o tym jak Miki i Goffy próbują rozwiązać wilkołaczą tajemnicę trapiącą rodzinę Goofiego. Jego samego zaś trapią niepokojące sny. Ja już chyba jestem znudzony i za dużo podobnych komiksów przeczytałem, bo tylko przerzucałem strony, by skończyć to jak najszybciej. Dla doświadczonego czytelnika było zero zaskoczeń.
"Na Grzyby" - Tu już jest trochę śmieszniej. Ale to kolejny komiks z cyklu że Donald i jego sąsiad Jones (tym razem ten w meloniku) naparzają się ze sobą bo uważają się za mistrzów w danej dziedzinie. Tym razem w grzybiarstwie, co próbują wykorzystać siostrzeńcy, żeby ich trochę uspokoić. Kończy się podobnie jak w poprzednich razach kiedy oglądaliśmy ich starcia. Znowu zero zaskoczeń.
"Mechanika Kwakwakwantowa" - To jest chyba pierwszy dobry komiks w tym numerze. Absurdalny humor zawsze obecny w komiksach ze Starym Trotylem i Donaldem i Dziobasem na dokładkę. Historia o alternatywnych wymiarach na wsi, okraszona jest jeszcze nieco uproszczoną, karykaturalną kreską Stefano Intini'ego. Razem wszystko do siebie pasuje i można się pośmiać przy lekturze.
"Miasteczko Mazgajów" - Chyba najnudniejsza historia poszukiwania bogactw przez Sknerusa, Donalda i siostrzeńców. Tajemnica zupełnie nieciekawa i niezajmująca. Dziwne, bo niby pomysł niezły, ale wszystko idzie jak po sznurku. Tak samo jak w wielu podobnych, poprzednich komiksach.
"Uczciwi się nie drapią" - Kolejna próba Sknerusa poradzenia sobie z atakami Braci Be na Skarbiec. Znowu przy pomocy zwariowanego wynalazku Diodaka. Który znowu po pierwsze uderza też w samego McKwacza, po drugie przestaje działać, przez co skumulowane, negatywne efekty spadają z wielką mocą na starego skąpca. Razem z charakterystycznymi rysunkami Francesco Guerrin'iego dają nam niezły komiks do przeczytania, ale niekoniecznie do zapamiętania.
"Planeta Szaleństwa" - Odcinek z cyklu CAP z rysunkami Flemminga Andersena w którym wracamy do wątków z komiksu "W szponach ptakomonów" z Giganta Poleca 78. Czyli odgrzebujemy skamielinę. Jednocześnie scenarzysta niezbyt szanuje materiał źródłowy, bo tym razem kosmici są całkowitą karykaturą i tylko pretekstem, by Donald i Dziobas znowu sami musieli się uporać z wielkim zagrożeniem. Te nowsze części CAPu są już słabiutkie, w ogóle nie bawią ani nie wywołują emocji. Przynajmniej u mnie.
"Kaczor Donald zostaje Iron Manem" - Kolejna żałosna i prostacka przeróbka orginu kolejnego marvelowskiego bohatera przez disneyowskich wyrobników. Różnicą w stosunku do poprzednich historyjek jest to, że jest bardziej osadzony w regularnym kaczym świecie. Teoretycznie standardowy Donald znowu ratuje Skarbiec przed atakiem Braci Be, tyle że musi to zrobić uwalniając się z ich niewoli, tak jak Tony Stark uciekł od komunistów. Krótkie to i proste, zero inwencji i rozwinięcia materiału. Wycięto też większość akcji, bo założono, że ma to się zmieścić na 25 stronach. A tego nie da się dobrze opowiedzieć na tak małej objętości. Bardzo dobre rysunki nie pomagają przy tej miałkości fabularnej. Zresztą tylko szkoda ich na marny, gazetowy papier. Na szczęście to już ostatnia marvelowska historyjka. Disney chciał napędzić sobie czytelników jak najmniejszym kosztem. Ten cały ich kaczy "What If..." jest może i ładny, ale kompletnie pusty w środku. Marvelowskie motywy luźno przeniesione do Kaczogrodu, bez dodania czegokolwiek fajnego od siebie. Zmarnowany czas i środki.

















































