Powiem szczerze. Nigdy wcześniej
nie czytałem tej historii, choć 10 lat temu miałem ją wręcz na wyciągnięcie ręki.
Chodziłem do pewnego lubelskiego Empiku (wtedy jeszcze istniał ten na
skrzyżowaniu Al. Racławickich, Lipowej i Krakowskiego Przedmieścia), gdzie stała
półka z albumami komiksowymi. Głównie mandragorowe Spawny i Punishery. Ale
Egmont też tam był. Pamiętam Black and White’a i właśnie Husha. Leżał sobie
spokojnie na półce, kusząc okładką z Gackiem i twarzami Catwoman i Ivy. Ale w
tamtym okresie w ogóle nie interesowałem się komiksami od DC. Animacjami
owszem, ale nie komiksami. Jakoś w czasach TM-Semic nabyłem tylko jednego
Supermana i jednego Batmana, jednak nie podbili mojego dziecięcego serca. Zakochałem się w Spider-Manie i
Punisherze od Marvela i nie ciągnęło mnie do drugiego świata. Pierwszym
komiksem DC w XXI w. jaki czytałem był chyba Batman i Superman: Wrogowie
Publiczni od Dobrego Komiksu. Dlatego właśnie tak czekam na Kolekcję Komiksów
DC od Eaglemoss. Nie płaciłem haraczy Egmontowi i nie mam żadnej pozycji z tego universum. Dlatego wziął
bym wszystko. Za rozsądną cenę oczywiście.
Wreszcie mogłem położyć rączki na
drukowanym Hushu, w ładnym wydaniu. Twarda okładka jest polakierowana w
całości, a nie jak u Hachette tylko obrazek na przedniej stronie. Format jest
ten sam, podobny kredowy papier i ten sam smród dopiero co wypuszczonego z
drukarni komiksu. Numer był tak świeży, że nawet 1 i 2 strona
opowieści wewnątrz były lekko sklejone i musiałem przeciąć parę centymetrów
nożykiem. Na samym początku zamiast wstępu od naczelnego, mamy kilka akapitów o
samej opowieści. Także krótkie notki informacyjne o scenarzyście, rysowniku,
inkerze i koloryście. Na końcu jest galeria okładek, lepsza niż w Hachette, bo
arty zajmują całe strony, a nie ramki. I nie ma ich w środku tomu, by nie
zaburzać toku narracji. Po okładkach mamy notkę historyczną i przedruk
pierwszej 6-stronnicowej historii z Batmanem z Detective Comics #27 z maja
1939. Teraz każdy z nas może się dowiedzieć jak to było z tą sprawą syndykatu
chemicznego.
Ostatnia strona to polecane lektury, z których 4 wydał już u nas Egmont.
Komiks od pierwszych stron wciąga nas wartką akcją. Batman ratuję ofiarę porwania z rąk Killer Croc’a. Kiedy opada kurz, okazuje się że podczas walki, ktoś podprowadził pieniądze przeznaczone na okup . Mroczny Rycerz rusza w pościg ale zostaje podstępnie powstrzymany. Potem na zimno analizuje przebieg całego zdarzenia i dochodzi do wniosku, że inna osoba musiała opracował ten plan i pociągać za sznurki. Zaczyna prowadzić śledztwo, które powoli zaczyna go doprowadzać do tajemniczego nowego przeciwnika. Po drodze zaś spotka sporo starych znajomych. Czyli dość klasyczne dla Batmana prowadzenie śledztwa, przerywane pojedynkami. Mi taka klasyka nie przeszkadza, bo dzieje się też parę rzeczy w tle. Nie podobało mi się tylko kolejne dorabianie przeszłości po 50 latach. Nagle okazało się, że mały Bruce’a przeżywał bardzo ważne wydarzenia, o których dowiadujemy się dopiero teraz, ale są bardzo ważne dla teraźniejszości. Naciągane to.
SPOILEROWY AKAPIT. Kto nie czytał
wcześniej Husha niech przejdzie dalej.
Nie czytałem wcześniej, to nie
wiedziałem, że świetny tekst z pilota Batman the Brave and the Bold, czy
sytuacja z The Batman 5x1 oparta jest właśnie na tym komiksie. Miałem banana na
ustach, gdy obok Poison Ivy wyłonił się kontrolowany przez nią Superman a potem
dostawał od pięści z kryptonitowym pierścieniem na palcu który oczywiście miał Batman. „Przyjeżdżając do
Metropolis, zawsze trzeba być przygotowanym na spotkanie z Supermanem” :)
Dobra była też galeria postaci przewijająca się przez 1 część – Killer Croc,
Huntress, Catwoman, Poison Ivy, oczywiście Superman czy w szóstym zeszycie
Harley i Joker.
KONIEC SPOILEROWEGO AKAPITU
Nie lubię duetu Loeb/Sale.
Przeczytałem ich kolorową serię stworzoną dla Marvela i nie byłem zachwycony. Nie spodobała mi się ani
fabuła, bo nie cierpię przerabianych wciąż i wciąż originów, ani kreska. Dla
mnie postacie Sale'a są grubociosane i mało szczegółowe, a postacie kobiece wręcz
szpetne. Dlatego nie sięgnąłem ani po „Long Haloween”, ani po „Dark Victory”
tych samych panów. Ale gdy Loeb ma przykazane tworzyć fabułę w teraźniejszości
(wtedy dla roku 2002) a za rysunki weźmie się fenomenalny Jim Lee (ten od
X-Menów), do daje to świetny efekt. Nie ma dłużyzn, niepotrzebnej psychologizacji
postaci czy użalania się głównego bohatera nad sobą. Są za to wstawki
humorystyczne. Może onelinery nie sypią się jak z rękawa, ale charakterystyczne
kwestie Gacka, albo jego towarzyszy rzucane co jakiś czas, wymiatają po prostu.
Ale są spoilerowe, więc nie będę ich przytaczał – sprawdźcie sami. Loeb dodał
swoje flashbacki bo w przeszłości czuje się chyba najlepiej. Po pewnym czasie zaczynały mnie wkurzać, gdy wrzucano je za często, ale dało się to jeszcze przeżyć. Także paleta kolorów stworzona przez Alexa
Sinclaira mi bardzo podeszła.
Czyli ode mnie całość, razem z
niską, promocyjną ceną i jakością wydania dostaje mocne 8+/10. Chciałbym by było
jak najwięcej takich albumów, bym mógł wreszcie uzupełnić swoje braki w wiedzy
o komiksach DC.
P.S. Szkoda, że posiadany przeze mnie album to wersja niemiecka. :(
Jaki fake ciekawe czy ktoś się nabierze na tą niby polską edycję kolekcji.
OdpowiedzUsuńBatmanowski i frajerzy tak nazywam Długie Halloween najbardziej przereklamowany komiks w historii
Prace Loeba nie robiły na mnie wrażenia nawet w okresie przed mega upadkiem trylogia kolorów i Wolverine / Gambit też mi się nie podobały. Jedyny komiks Loeba jaki mi się w miarę podoba to Halloween wydane przez semica. Gdyby Long było 4 razy chudsze i opowiadało tylko historię Denta to byłoby dobrze. A tak to jest rozwlekany na maxa komiks z przewidywalnym zakończeniem. O ile w Knightfall każdy łotr miał jakąś rolę do spełnienia w planie Bane`a o tyle w Long walki z łotrami których jest więcej niż głównego wątku nie wnoszą nic prócz nabijania stron. To jest tak przereklamowane że co rozdział dostajemy zabójstwo w święto gangsterów a Batman niby je bada a przez cały rozdział tłucze się bezsensu z Jokerami itp oni żadnego związku ze sprawą nie mają i nawet te walki nie są fajne.
Taki niby kultowy komiks niby świetny wszyscy dobrze oceniają gadają głupoty jeżeli masz przeczytać jedynego Batmana w życiu to tylko tego. Przeczytanie tego komiksu mnie wnerwiło co ludzie widzą w takim ogólnie oprócz ładnych rysunków. Bardziej niż sam komiks wnerwia mnie jego reputacja i wysoko noty To miał być niby kryminał i najbardziej detektywistyczny komiks z Batmanem? Ja miałem wrażenie że czytam kolejną łupankę superhero któa udaje "poważny kryminał" a z nim nic wspólnego niema. Dla mnie już Public Enemies Loeba jest mniej żenujące bo chociaż nie udaje głupawej mordoklepki tylko nią jest. Aktualnie robię sobie długą przerwe od komiksó z Batmanem zwłaszcza od tych dobrze ocenionych.
Ja się nabrałem.
OdpowiedzUsuńTo chyba efekt pracy dzisiejszej - jestem zmasakrowany...
Do pieniacza wyżej:
To jaki jest ten jeden jedyny komiks z batmanem? Zabójczy Żart?
Jak dla mnie Halloween zmiotło : Husha i wszystko co do tej pory wyszło z N52... może Trybunał się jakoś bronił ale jako cała historia dał mega dupy w postaci zakończenia Miasta Sów... Knightfall nie czytalem więc się nie wypowiem.
Nie mam zamiaru się spinać kto ma rację ale do mnie DH rysunki (genialne w starym stylu) + fabuła trafiły w 100% i szczerze, jeżeli ja mam polecić coś od siebie to właśnie ww. komiks.
Dodam, że Spider z WKKM duetu S/L był mega kaszaną.