Anglia 1-2 Włochy
Japonia 1-2 Wybrzeże Kości Słoniowej
No
niestety, większą część obu meczy przespałem, choć nie takie były plany. :) Mam nadzieję, że to już ostatnie utracone minuty. Pierwszy mecz znowu
układał się po mojej myśli przez pierwszą połowę. Obie drużyny były
mocne raz jedna, raz druga atakowała, spotkanie było wyrównane. Nawet w
drugiej połowie, gdy Włosi objęli prowadzenie, było masę czasu na
doprowadzenie do zakładanego przeze mnie remisu. Ale Rooney jak zwykle
był beznadziejny, a jego koledzy także mało skuteczni i niestety wyszło
trzecie z rzędu 0 punktów.
W ostatnim spotkaniu do
Japonii należała pierwsza połowa meczu. Ale wystarczyło, że na boisko
wszedł Drogba, stary wyjadacz z Chelsea i wszystko się zmieniło. W 5
minut Afrykańczycy objęli prowadzenie i już go nie oddali mimo uporu
Japończyków w kwestii wyrównania.Nawet strata zawodnika na ostatnie
minuty przed końcem meczu nie odebrała zwycięstwa Wybrzeżu. Pan
Chilijczyk wreszcie skończył spotkanie i pozwolił zainkasować mi jedyne 3
punkty.
Czyli na razie mam ich tylko 9 na 8 spotkań. Zobaczymy jak pójdzie mi dalej. Typy na dziś to:
Szwajcaria - Ekwador 1-0
Francja - Honduras 2-0
Bośnia i Herc. - Argentyna 1-3
niedziela, 15 czerwca 2014
sobota, 14 czerwca 2014
Mistrzostwa Świata 2014 Dzień 3 cz.1
Kolumbia 3-0 Grecja
Do drużyny Kolumbii już zawsze będę miał sympatię, z powodu pamiętnego skeczu Roberta Górskiego
https://www.youtube.com/watch?v=LU7GQS4xuxY
Ale myślałem, że wygra Grecja. Przez te wszystkie lata od Euro 2004 dzielnie stawała przeciwko najróżniejszym drużynom i często przynajmniej z grupy wychodziła. Ma naprawdę dobrą obronę. Dziś to było też widać bo całkiem ładnie zagęszczali pole karne. Ale ten gol w 5 minucie strzelony przez Armado ustawił całe spotkanie. To oczywiście nie jest żadne wytłumaczenie, ale mi się naprawdę zdawało, że gwizdek słyszałem i dlatego obrońcy stanęli. A potem była już rzadko spotykana sytuacja, że to Grecy musieli być aktywni zamiast chować się jak zwykle za gardą. I nawet nieźle im szło, mieli sytuacje. Niestety skuteczność i celność była już katastrofalna. Szczęścia też brakowało - czy to Kone czy Gekasowi. Żal ogólny. W drugiej połowie Kolumbia i kolejny :) Gutierrez strzelił 2 bramkę i było po meczu, bo nawet honorowego gola nie udało się wbić niebieskim. Na koniec w 3 meczu z tych pięciu co były padł 3 gol. Tak na do widzenia, dla poprawy humoru. :/ Ciężka sprawa.
Za to należy pochwalić sędziego. Na tle swoich kolegów sędziował świetnie, choć może karny w drugiej połowie Grekom należało by przyznać. Ale tak to jest - USA jest krajem cywilizowanym, praworządnym, ale jednocześnie odsuniętym od głównego nurtu FIFA. To i trafił się tam jeden uczciwy człowiek, i były jakieś ludzkie standardy sędziowania przestrzegane. Ale dla mnie 0 punktów za ten mecz.
Urugwaj 1-3 Kostaryka
Teoretycznie słabsza Kostaryka przyjęła dość powszechną taktykę w takich sytuacjach. Rzuciła się na Urugwaj by szybko coś trafić. I całkiem ładnie to im szło. Zwłaszcza Campbellowi. Ale jego strzał był niecelny. Po niecałym kwadransie siły opadły i Urugwaj zaczął podchodzić pod bramkę przeciwnika, a Forlan strzelać wolne. I wtedy stał się cud! Niemiecki sędzia prawidłowo podyktował karnego. :) A Juniorowi Diazowi gra w polskiej Ekstraklasie zaszkodziła. Na świecie takie chwyty zapaśnicze są zabronione. :). Cavani pewnie wykorzystał okazję. Po stracie gola Kostaryka znowu się rzuciła, ale znów niecelnie mimo świetnych strzałów z dystansu. Urugwaj odpowiedział już słabiej tym razem. No i na koniec I połowy były dwie świetne sytuacje dla obu stron. Najpierw obrońca przeszkodził Muslerze schwytać piłkę, ale niestety dla Kostaryki Gutierrez nie rzucił się prawidłowo. A potem Forlanowi wszedł genialny lob, ale w ostatniej chwili Navas wybił piłkę.
Druga połowa wywołała normalny opad szczeny. Jak tak można? :) Kolejny raz pierwsza połowa była taka jak powinna a w drugiej wszystko się posypało. Wykrakałem Campbella, ale aż dwóch goli dla Kostaryki w 5 minut się nie spodziewałem. Na koniec jeszcze rezerwowy dobił ich na 3-1 a Maxi Pereira zasłużył na czerwoną kartkę. Dno kompletne. Dotychczasowi faworyci zwyczajnie się szpetnie zestarzeli. A ich trenerzy wpadli w samozadowolenie i tego nie dostrzegli. Wstyd panowie. A ja muszę płacić za wasze błędy kolejnym 0 za typowanie.
Do drużyny Kolumbii już zawsze będę miał sympatię, z powodu pamiętnego skeczu Roberta Górskiego
https://www.youtube.com/watch?v=LU7GQS4xuxY
Ale myślałem, że wygra Grecja. Przez te wszystkie lata od Euro 2004 dzielnie stawała przeciwko najróżniejszym drużynom i często przynajmniej z grupy wychodziła. Ma naprawdę dobrą obronę. Dziś to było też widać bo całkiem ładnie zagęszczali pole karne. Ale ten gol w 5 minucie strzelony przez Armado ustawił całe spotkanie. To oczywiście nie jest żadne wytłumaczenie, ale mi się naprawdę zdawało, że gwizdek słyszałem i dlatego obrońcy stanęli. A potem była już rzadko spotykana sytuacja, że to Grecy musieli być aktywni zamiast chować się jak zwykle za gardą. I nawet nieźle im szło, mieli sytuacje. Niestety skuteczność i celność była już katastrofalna. Szczęścia też brakowało - czy to Kone czy Gekasowi. Żal ogólny. W drugiej połowie Kolumbia i kolejny :) Gutierrez strzelił 2 bramkę i było po meczu, bo nawet honorowego gola nie udało się wbić niebieskim. Na koniec w 3 meczu z tych pięciu co były padł 3 gol. Tak na do widzenia, dla poprawy humoru. :/ Ciężka sprawa.
Za to należy pochwalić sędziego. Na tle swoich kolegów sędziował świetnie, choć może karny w drugiej połowie Grekom należało by przyznać. Ale tak to jest - USA jest krajem cywilizowanym, praworządnym, ale jednocześnie odsuniętym od głównego nurtu FIFA. To i trafił się tam jeden uczciwy człowiek, i były jakieś ludzkie standardy sędziowania przestrzegane. Ale dla mnie 0 punktów za ten mecz.
Urugwaj 1-3 Kostaryka
Teoretycznie słabsza Kostaryka przyjęła dość powszechną taktykę w takich sytuacjach. Rzuciła się na Urugwaj by szybko coś trafić. I całkiem ładnie to im szło. Zwłaszcza Campbellowi. Ale jego strzał był niecelny. Po niecałym kwadransie siły opadły i Urugwaj zaczął podchodzić pod bramkę przeciwnika, a Forlan strzelać wolne. I wtedy stał się cud! Niemiecki sędzia prawidłowo podyktował karnego. :) A Juniorowi Diazowi gra w polskiej Ekstraklasie zaszkodziła. Na świecie takie chwyty zapaśnicze są zabronione. :). Cavani pewnie wykorzystał okazję. Po stracie gola Kostaryka znowu się rzuciła, ale znów niecelnie mimo świetnych strzałów z dystansu. Urugwaj odpowiedział już słabiej tym razem. No i na koniec I połowy były dwie świetne sytuacje dla obu stron. Najpierw obrońca przeszkodził Muslerze schwytać piłkę, ale niestety dla Kostaryki Gutierrez nie rzucił się prawidłowo. A potem Forlanowi wszedł genialny lob, ale w ostatniej chwili Navas wybił piłkę.
Druga połowa wywołała normalny opad szczeny. Jak tak można? :) Kolejny raz pierwsza połowa była taka jak powinna a w drugiej wszystko się posypało. Wykrakałem Campbella, ale aż dwóch goli dla Kostaryki w 5 minut się nie spodziewałem. Na koniec jeszcze rezerwowy dobił ich na 3-1 a Maxi Pereira zasłużył na czerwoną kartkę. Dno kompletne. Dotychczasowi faworyci zwyczajnie się szpetnie zestarzeli. A ich trenerzy wpadli w samozadowolenie i tego nie dostrzegli. Wstyd panowie. A ja muszę płacić za wasze błędy kolejnym 0 za typowanie.
Podsumowanie I Kolejki Mundialu.
No i wystartował i zaczęła się zabawa.
Brazylia 3-1 Chorwacja
Naprawdę ładny mecz otwarcia. Było dużo walki, akcji, emocji. Niby Brazylia przeważała, ale Chorwaci potrafili się odgryzać niebezpiecznymi kontrami. Tak niebezpiecznymi, że Marcello się pogubił i dał prowadzenie Chorwacji. I ja tego nie rozumiem, Chorwaci zaczęli grać na czas! Po 20 minutach meczu. :) Przecież tak nie można. Szybko się to na nich zemściło w postaci fenomenalnego strzału po ziemi Nejmara. Pięknie się to oglądało. W drugiej połowie dalej Chorwacja dzielnie się stawiała. Ale japoński sędzia dał karnego z kapelusza i to ustawiło resztę spotkania. Potem jeszcze jakiś wydumany spalony i dobicie na koniec. Miało być 3-1 i było. Szkoda tylko, że w takim stylu.
Meksyk 1-0 Kamerun
Nawet taki mecz pokazuje jak człowiek tęskni za dobrą piłką. Deszcz padał, zawodnicy trochę mniej się ruszali, było więcej miejsca, bardziej gra z klepek niż frontalny atak i sporo błędów w obronie. Ale znowu bohaterem meczu został kolumbijski sędzia. Zawodnicy są w linii - spalony. Piłka odbiła się od obrońcy - spalony. Dopiero w drugiej połowie jak bramkarz Kamerunu wybił piłkę pod nogi Peralty, wtedy łaskawie uznali zielonym bramkę. Kamerun też coś próbował, raz Eto'o nie trafił, raz się pogubili, potem zabrakło precyzji. Ale Afrykańczycy byli zaskakująco słabi. Miało być 2-1, wyszło tylko 1-0.
Hiszpania 1-5 Holandia
To, że Hiszpania tego meczu nie wygra było dla mnie oczywiste. I do końca pierwszej połowy wszystko szło jak sobie zaplanowałem - Hiszpania strzela gola, Holendrzy się wkurzają, zaczynają się ruszać i wyrównują. Do przerwy 1-1, gra na remis, tak jak zaplanowałem. Van Persie zaliczył genialną główkę z pierwszej piłki. Na razie najładniejsza bramka turnieju. Nawet jak po przerwie Roben strzelił gola, to wszystko szło ku wyrównaniu, bo Hiszpanie się ruszyli. Ale potem znowu uderzyły błędy sędziowskie. Gol z wolnego pada po tym jak Cassias dostał najpierw z łokcia a potem z plaskacza. A gdy Silvie nie uznają bramki, bo był na spalonym, to Hiszpanie całkiem klęsną i się już nie wygrzebują. Van Persie strzelił 4 gola, a potem Roben wyprzedza Ramosa i dobija na 5-1. Roben w ogóle był genialny, nie do poznania. Szybki, finezyjny, odmłodzony jakby. Najpierw kiwa 2 obrońców i bramkarza, potem wyprzedza Ramosa. Mistrzostwo. Po prostu Holendrzy wyciągneli wnioski z klęski na Euro 2012 i całkowicie odświeżyli skład i zmienili podejście. Tylko Sneider był do niczego marnując okazje i w pierwszej i w drugiej połowie. Natomiast Hiszpanie chyba się zwyczajnie zestarzeli. Mam nadzieję, że del Bosque wyciągnie wnioski i poprawi grę swoich piłkarzy.
Chile 3-1 Australia
Chilijczycy na początku przypominali reprezentację Polski :) w meczu otwarcia Euro 2012. :) Przez pierwsze pół godziny byli świetni, szybcy, skuteczni. Bach, bach i prowadzą 2-0. Ale znowu. Godzina do zakończenia spotkania i myślą, że już wygrali i mogą sobie grać w dziada, a przeciwnicy siądą i zaczną płakać. Australijczycy ich ukarali piękną główką. W drugiej połowie mecz już się wyrównał. Ozzie dobrze grali, atakowali, wyrównująca bramka wisiała w powietrzu. Ale niestety zabrakło skuteczności i Cahillowi i dobremu Bresciano. Ostatnia kontra Chilijczyków dobiła Australię zupełnie niepotrzebną bramką (bo mi z 2 punktów typerowych zrobił się jeden :) ). Sędziowanie też było takie sobie. Brak kartek czy odgwizdanych fauli no i spalone źle wygwizdane.
Podsumowując - sędziowanie jest skandaliczne. W każdym z 4 meczów były duże błędy w mniejszej lub większej ilości. Sędziowie naprawdę są ślepi. Po tym festiwalu pomyłek mam nadzieję, że w końcu przepisy zostaną zmienione i wprowadzone zostaną powtórki wideo. Bo to musi sięgnąć dna, by dało się to naprawić. Zebrałem 6 punktów typerowych w 4 meczach. Mogło być lepiej, ale Australia osłabła na koniec swojego meczu.
Typy na dziś.
Kolumbia - Grecja 0-1
Urugwaj - Kostaryka 2-0
Anglia - Włochy 1-1
Japonia - Wyb. Kości Słoniowej 1-2
Brazylia 3-1 Chorwacja
Naprawdę ładny mecz otwarcia. Było dużo walki, akcji, emocji. Niby Brazylia przeważała, ale Chorwaci potrafili się odgryzać niebezpiecznymi kontrami. Tak niebezpiecznymi, że Marcello się pogubił i dał prowadzenie Chorwacji. I ja tego nie rozumiem, Chorwaci zaczęli grać na czas! Po 20 minutach meczu. :) Przecież tak nie można. Szybko się to na nich zemściło w postaci fenomenalnego strzału po ziemi Nejmara. Pięknie się to oglądało. W drugiej połowie dalej Chorwacja dzielnie się stawiała. Ale japoński sędzia dał karnego z kapelusza i to ustawiło resztę spotkania. Potem jeszcze jakiś wydumany spalony i dobicie na koniec. Miało być 3-1 i było. Szkoda tylko, że w takim stylu.
Meksyk 1-0 Kamerun
Nawet taki mecz pokazuje jak człowiek tęskni za dobrą piłką. Deszcz padał, zawodnicy trochę mniej się ruszali, było więcej miejsca, bardziej gra z klepek niż frontalny atak i sporo błędów w obronie. Ale znowu bohaterem meczu został kolumbijski sędzia. Zawodnicy są w linii - spalony. Piłka odbiła się od obrońcy - spalony. Dopiero w drugiej połowie jak bramkarz Kamerunu wybił piłkę pod nogi Peralty, wtedy łaskawie uznali zielonym bramkę. Kamerun też coś próbował, raz Eto'o nie trafił, raz się pogubili, potem zabrakło precyzji. Ale Afrykańczycy byli zaskakująco słabi. Miało być 2-1, wyszło tylko 1-0.
Hiszpania 1-5 Holandia
To, że Hiszpania tego meczu nie wygra było dla mnie oczywiste. I do końca pierwszej połowy wszystko szło jak sobie zaplanowałem - Hiszpania strzela gola, Holendrzy się wkurzają, zaczynają się ruszać i wyrównują. Do przerwy 1-1, gra na remis, tak jak zaplanowałem. Van Persie zaliczył genialną główkę z pierwszej piłki. Na razie najładniejsza bramka turnieju. Nawet jak po przerwie Roben strzelił gola, to wszystko szło ku wyrównaniu, bo Hiszpanie się ruszyli. Ale potem znowu uderzyły błędy sędziowskie. Gol z wolnego pada po tym jak Cassias dostał najpierw z łokcia a potem z plaskacza. A gdy Silvie nie uznają bramki, bo był na spalonym, to Hiszpanie całkiem klęsną i się już nie wygrzebują. Van Persie strzelił 4 gola, a potem Roben wyprzedza Ramosa i dobija na 5-1. Roben w ogóle był genialny, nie do poznania. Szybki, finezyjny, odmłodzony jakby. Najpierw kiwa 2 obrońców i bramkarza, potem wyprzedza Ramosa. Mistrzostwo. Po prostu Holendrzy wyciągneli wnioski z klęski na Euro 2012 i całkowicie odświeżyli skład i zmienili podejście. Tylko Sneider był do niczego marnując okazje i w pierwszej i w drugiej połowie. Natomiast Hiszpanie chyba się zwyczajnie zestarzeli. Mam nadzieję, że del Bosque wyciągnie wnioski i poprawi grę swoich piłkarzy.
Chile 3-1 Australia
Chilijczycy na początku przypominali reprezentację Polski :) w meczu otwarcia Euro 2012. :) Przez pierwsze pół godziny byli świetni, szybcy, skuteczni. Bach, bach i prowadzą 2-0. Ale znowu. Godzina do zakończenia spotkania i myślą, że już wygrali i mogą sobie grać w dziada, a przeciwnicy siądą i zaczną płakać. Australijczycy ich ukarali piękną główką. W drugiej połowie mecz już się wyrównał. Ozzie dobrze grali, atakowali, wyrównująca bramka wisiała w powietrzu. Ale niestety zabrakło skuteczności i Cahillowi i dobremu Bresciano. Ostatnia kontra Chilijczyków dobiła Australię zupełnie niepotrzebną bramką (bo mi z 2 punktów typerowych zrobił się jeden :) ). Sędziowanie też było takie sobie. Brak kartek czy odgwizdanych fauli no i spalone źle wygwizdane.
Podsumowując - sędziowanie jest skandaliczne. W każdym z 4 meczów były duże błędy w mniejszej lub większej ilości. Sędziowie naprawdę są ślepi. Po tym festiwalu pomyłek mam nadzieję, że w końcu przepisy zostaną zmienione i wprowadzone zostaną powtórki wideo. Bo to musi sięgnąć dna, by dało się to naprawić. Zebrałem 6 punktów typerowych w 4 meczach. Mogło być lepiej, ale Australia osłabła na koniec swojego meczu.
Typy na dziś.
Kolumbia - Grecja 0-1
Urugwaj - Kostaryka 2-0
Anglia - Włochy 1-1
Japonia - Wyb. Kości Słoniowej 1-2
sobota, 7 czerwca 2014
Wylewam swoje osobiste żale
Wcześniej nigdy nie ciągnęło mnie do pisania bloga. Choć lubię udowadniać wszystkim, że mam rację :) A poważnie - dyskutować i wyrażać swoje poglądy. Ale z racji lenistwa i braku usystematyzowania blog nie był dla mnie. Twitter też nie bo jest za krótki. Nie zmieszczę się w 140 znakach.
Dlatego gdy więcej czasu zacząłem spędzać w necie, zajrzałem na forum dyskusyjne mojego ulubionego czasopisma - CD Action. Początkowo komentowałem tylko nowe numery pisma, które kupowałem wtedy regularnie. Ale z czasem, gdy zobaczyłem ile jest fajnych tematów i że społeczność użytkowników jest całkiem rozrywkowa, to się rozwinąłem. Pisałem tu i tam we wszystkich tematach które mnie interesowały. Dalej głównie o CDA ale też w polityce, historii, komiksach, książkach, serialach czy sporcie.
Niesłusznie :) zarzucano mi głównie marudzenie. To nie prawda, bo przecież jak było co chwalić, to chwaliłem. I przecież to nie moja wina, że wg mnie CDA się "popsuło" gdy w 2010 roku zmniejszyło Action Redaction i zlikwidowało najpopularniejszy dział - Gamewalkera. Tylko dlatego, że redaktorzy poczuli, że "rubryka się wypaliła". Moim zdaniem po prostu im się nie chciało. Dalej tego nie rozumiem, że oprócz mało popularnych działów (Magazyn Kulturalny, Z Shotgunem i w spódnicy) można było zamknąć tak poczytny dział CDA. Co najśmieszniejsze sprzedaż kolejnych numerów nie wzrosła. Od 5 lat utrzymuje się na podobnym poziomie. Ja wiedziałem, że tak będzie. :)
I tak pisałem sobie spokojnie na FA. I zacząłem łapać ostrzeżenia.
Pierwsze to była zupełna głupota, błędy początkującego. W temacie o serialach napisałem, że przeczytałem sobie artykuł o The Big Bang Theory, spodobał mi się i od razu ściągnąłem sobie 1 sezon. A ściąganie to niby piractwo i zostałem ukarany. Taaa... Cały dział o serialach opiera się na tym, że wszyscy oglądają w sieci nowe odcinki amerykańskich produkcji. Tylko nie można o tym pisać. Dlatego już tak nie pisałem i jak komentowałem nowe odcinki, dzień po premierze amerykańskiej, to już nie było problemu.
Drugi ost był zupełnie słuszny. Zagalopowałem się w jakiejś dyskusji i kogoś obraziłem. Ale o co się spieraliśmy i kogo obraziłem to już nie pamiętam bo to dawno było. Zresztą o złych rzeczach szybko się zapomina.
Trzeci ost był skandalem. Dyskutowaliśmy w Polityce o różnych rzeczach. Jeden wredny moderator FA, Pzkw VIb był przeciwnego zdania niż ja. W kilku kwestiach, już nie pamiętam jakich. Jedną rzeczą na pewno była legalizacja marihuany w Polsce, w sprawie której ja chciałem referendum i legalizacji po pozytywnym wyniku, on był zaś stanowczo przeciw. Ja byłem grzeczny i kulturalnie argumentowałem swoje zdanie. Nie podskakiwałem mimo jego wycieczek osobistych, bo wiedziałem, że tylko szuka pretekstu. No i kurczę znalazł jakiś dzień czy dwa potem. Coś tam napisałem sugerującego, że FIFA bierze łapówki, a on od razu podciągną to pod łamanie KODEKSU KARNEGO i zniesławienie z art 212. Dobre sobie. Zwłaszcza, jak pokazują ostatnie doniesienia prasowe są dowody na łapownictwo w FIFA w sprawie Mundialu dla Kataru.
Ale jak pisałem to był tylko pretekst bo się na mnie uwziął. Co bardziej było widoczne w tym, że dostałem podwójną karę. Oprócz osta jeszcze stałą moderację postów. No to było chamskie na maksa. Teraz przed upublicznieniem jakiegokolwiek mojego postu musiał go zatwierdzić moderator forum. Czyli m.in człowiek który wymierzył mi ten wyrok. Właśnie dlatego to zrobił. Próbowałem się odwoływać ale nikt nie chciał mnie poprzeć. Jak to tak, aż 2 kary za jeden mały występek?
I właśnie wtedy założyłem swojego bloga na Forum Actionum. Ten tutaj to tylko jego bardziej otwarta kopia. Ale to właśnie na FA miałem czytelników moich wypocin, bo trochę użytkownicy mnie znali. A dobre było to, że wpisy blogowe nie podlegały moderacji. I w ten sposób walczyłem z systemem i niesprawiedliwością. :D :)
I tak go sobie prowadziłem póki nie trafiłem na ludzkiego moderatora który zdjął mi tą niesłuszną moderację. Gofer się nazywał. Ale niestety, zgubiła mnie moja własna głupota. Jak zwykle. Brałem udział w forumowym Typerze Ekstraklasy. I jedna kolejka w grudniu 2013 była wyraźnie ustawiona, bo padały nieprawdopodobne wyniki. Na swoje nieszczęście napisałem o tym posta, pełnego wzburzenia. Ghostowi się to nie spodobało i znowu dał mi osta i stałą moderację postów. Dlaczego nie terminową (90-120 dni)? Dlaczego znowu aż 2 kary za jeden czyn? Tym bardziej, ze znowu nie był to taki wielki występek. Korupcja w polskiej piłce istnieje. Jeśli FIFA lub polskie kluby czuły się pokrzywdzone to one powinny się upominać, gdyż zniesławienie jest ścigane z oskarżenia prywatnego. Ale moderatorzy się uwzięli akurat w tym przypadku.
I od tego czasu korzystałem z drugiego założonego na FA konta, aby obejść tą niesłuszną moderację. Po pół roku prosiłem Ghosta by mi zdjął moderację postów ale nie chciał się zgodzić. I właśnie dlatego tym drugim kontem chciałem prowadzić i brać udział w Typerze Mundialu 2014. Bo inaczej nie mógłbym swobodnie dyskutować o wynikach meczy, jak to zamiatałem w temacie o Euro 2012 gdzie też się spierałem o formę drużyn i wyniki. Wtedy w większości przypadków miałem rację, ale publicznie racji nikt mi nie przyznał. :)
Niestety znowu popełniłem głupi, głupi błąd. Z tego samego komputera napisałem posty raz z jednego, raz z drugiego konta. I wyszło szydło z worka. Multikonto jest zakazane i zostałem zbanowany.
I teraz jest mi bardzo smutno. Kurde, a tak chciałem wygrać Mundial i pokazać jak znam się na wszystkim. A tu lipa. :/
Dlatego gdy więcej czasu zacząłem spędzać w necie, zajrzałem na forum dyskusyjne mojego ulubionego czasopisma - CD Action. Początkowo komentowałem tylko nowe numery pisma, które kupowałem wtedy regularnie. Ale z czasem, gdy zobaczyłem ile jest fajnych tematów i że społeczność użytkowników jest całkiem rozrywkowa, to się rozwinąłem. Pisałem tu i tam we wszystkich tematach które mnie interesowały. Dalej głównie o CDA ale też w polityce, historii, komiksach, książkach, serialach czy sporcie.
Niesłusznie :) zarzucano mi głównie marudzenie. To nie prawda, bo przecież jak było co chwalić, to chwaliłem. I przecież to nie moja wina, że wg mnie CDA się "popsuło" gdy w 2010 roku zmniejszyło Action Redaction i zlikwidowało najpopularniejszy dział - Gamewalkera. Tylko dlatego, że redaktorzy poczuli, że "rubryka się wypaliła". Moim zdaniem po prostu im się nie chciało. Dalej tego nie rozumiem, że oprócz mało popularnych działów (Magazyn Kulturalny, Z Shotgunem i w spódnicy) można było zamknąć tak poczytny dział CDA. Co najśmieszniejsze sprzedaż kolejnych numerów nie wzrosła. Od 5 lat utrzymuje się na podobnym poziomie. Ja wiedziałem, że tak będzie. :)
I tak pisałem sobie spokojnie na FA. I zacząłem łapać ostrzeżenia.
Pierwsze to była zupełna głupota, błędy początkującego. W temacie o serialach napisałem, że przeczytałem sobie artykuł o The Big Bang Theory, spodobał mi się i od razu ściągnąłem sobie 1 sezon. A ściąganie to niby piractwo i zostałem ukarany. Taaa... Cały dział o serialach opiera się na tym, że wszyscy oglądają w sieci nowe odcinki amerykańskich produkcji. Tylko nie można o tym pisać. Dlatego już tak nie pisałem i jak komentowałem nowe odcinki, dzień po premierze amerykańskiej, to już nie było problemu.
Drugi ost był zupełnie słuszny. Zagalopowałem się w jakiejś dyskusji i kogoś obraziłem. Ale o co się spieraliśmy i kogo obraziłem to już nie pamiętam bo to dawno było. Zresztą o złych rzeczach szybko się zapomina.
Trzeci ost był skandalem. Dyskutowaliśmy w Polityce o różnych rzeczach. Jeden wredny moderator FA, Pzkw VIb był przeciwnego zdania niż ja. W kilku kwestiach, już nie pamiętam jakich. Jedną rzeczą na pewno była legalizacja marihuany w Polsce, w sprawie której ja chciałem referendum i legalizacji po pozytywnym wyniku, on był zaś stanowczo przeciw. Ja byłem grzeczny i kulturalnie argumentowałem swoje zdanie. Nie podskakiwałem mimo jego wycieczek osobistych, bo wiedziałem, że tylko szuka pretekstu. No i kurczę znalazł jakiś dzień czy dwa potem. Coś tam napisałem sugerującego, że FIFA bierze łapówki, a on od razu podciągną to pod łamanie KODEKSU KARNEGO i zniesławienie z art 212. Dobre sobie. Zwłaszcza, jak pokazują ostatnie doniesienia prasowe są dowody na łapownictwo w FIFA w sprawie Mundialu dla Kataru.
Ale jak pisałem to był tylko pretekst bo się na mnie uwziął. Co bardziej było widoczne w tym, że dostałem podwójną karę. Oprócz osta jeszcze stałą moderację postów. No to było chamskie na maksa. Teraz przed upublicznieniem jakiegokolwiek mojego postu musiał go zatwierdzić moderator forum. Czyli m.in człowiek który wymierzył mi ten wyrok. Właśnie dlatego to zrobił. Próbowałem się odwoływać ale nikt nie chciał mnie poprzeć. Jak to tak, aż 2 kary za jeden mały występek?
I właśnie wtedy założyłem swojego bloga na Forum Actionum. Ten tutaj to tylko jego bardziej otwarta kopia. Ale to właśnie na FA miałem czytelników moich wypocin, bo trochę użytkownicy mnie znali. A dobre było to, że wpisy blogowe nie podlegały moderacji. I w ten sposób walczyłem z systemem i niesprawiedliwością. :D :)
I tak go sobie prowadziłem póki nie trafiłem na ludzkiego moderatora który zdjął mi tą niesłuszną moderację. Gofer się nazywał. Ale niestety, zgubiła mnie moja własna głupota. Jak zwykle. Brałem udział w forumowym Typerze Ekstraklasy. I jedna kolejka w grudniu 2013 była wyraźnie ustawiona, bo padały nieprawdopodobne wyniki. Na swoje nieszczęście napisałem o tym posta, pełnego wzburzenia. Ghostowi się to nie spodobało i znowu dał mi osta i stałą moderację postów. Dlaczego nie terminową (90-120 dni)? Dlaczego znowu aż 2 kary za jeden czyn? Tym bardziej, ze znowu nie był to taki wielki występek. Korupcja w polskiej piłce istnieje. Jeśli FIFA lub polskie kluby czuły się pokrzywdzone to one powinny się upominać, gdyż zniesławienie jest ścigane z oskarżenia prywatnego. Ale moderatorzy się uwzięli akurat w tym przypadku.
I od tego czasu korzystałem z drugiego założonego na FA konta, aby obejść tą niesłuszną moderację. Po pół roku prosiłem Ghosta by mi zdjął moderację postów ale nie chciał się zgodzić. I właśnie dlatego tym drugim kontem chciałem prowadzić i brać udział w Typerze Mundialu 2014. Bo inaczej nie mógłbym swobodnie dyskutować o wynikach meczy, jak to zamiatałem w temacie o Euro 2012 gdzie też się spierałem o formę drużyn i wyniki. Wtedy w większości przypadków miałem rację, ale publicznie racji nikt mi nie przyznał. :)
Niestety znowu popełniłem głupi, głupi błąd. Z tego samego komputera napisałem posty raz z jednego, raz z drugiego konta. I wyszło szydło z worka. Multikonto jest zakazane i zostałem zbanowany.
I teraz jest mi bardzo smutno. Kurde, a tak chciałem wygrać Mundial i pokazać jak znam się na wszystkim. A tu lipa. :/
piątek, 6 czerwca 2014
Tajne Wojny WKKM # 26 i 40
Wreszcie! Prawie dokładnie po 30 latach od premiery, także w Polsce ukazało się pełne, dwutomowe wydanie "Marvel Super Heros: Secret Wars" w naszym rodzimym języku. Oj długo przyszło czekać na to polskim fanom komiksu. Tom pierwszy wyszedł już 20 listopada 2013, ale dopiero po 8 miesiącach dostajemy drugi tom i zakończenie tej historii.
Polskiego wydania domagano się od dawna, głównie za czasów istnienia kultowego wydawnictwa komiksowego TM Semic. Wtedy, niecałe 10 lat po premierze miało to jak największy sens. Szkoda, że się nie udało a Mega Marvel dał tylko nam m.in Infinity War. Potem już nie było na to szans. TM Semic upadł, Dobry Komiks publikował historie z początku XXI w. Mucha Comics czy Egmont też już nie chciały się babrać w coraz starszej i starszej historii. Dopiero Hachette włączyło ją do swojej wielkiej europejskiej kolekcji komiksów Marvela, a dzięki ich polskiemu oddziałowi zawitała do naszych rąk.
Jej powstanie nie było dokładnie zaplanowane w wydawnictwie Marvel. Pomysł a nawet tytuł (bo dobrze się kojarzył i miał sprzedawać wśród dzieci i nastoletnich chłopców) przyszedł z zewnątrz - od firmy zabawkarskiej Mattel. Jej konkurencja właśnie podpisała umowę na produkcję figurek bohaterów świata DC. Mattel nie chciał pozostać w tyle i złożył podobną propozycję Jimowi Shooterowi, ówczesnemu redaktorowi naczelnemu, który się na nią zgodził.
W ten właśnie sposób powstał pierwszy, prawdziwy, wielki crossover w świecie Marvela. Wcześniej były już co prawda większe eventy, jak Nadejście Galactusa, Wojna Kree - Skrull czy Korvac Saga. Ale zwykle ograniczały się one do jednej serii komiksów (Fantastyczna Czwórka, Avengers) i pojedynczych bohaterów.
Tym razem wydarzenie dotknęło większość najważniejszych postaci universum, było wyraźnie zaznaczone w ich seriach komiksowych i wywarło wpływ na ich losy. Wszystkie przygody ukazały się w 12 zeszytowej specjalnej serii komiksów.
Historia była dość prosta. Tajemnicza, potężna istota zwana Beyonder, przenosi największych ziemskich bohaterów i złoczyńców na stworzoną przez siebie planetę - Battleworld. I rzuca obietnicę, że kto pokona swoich wrogów, tego najskrytsze marzenia zostaną spełnione. W komiksowym świecie jest to wystarczający powód do naparzania się. :) A kogo tam nie było - same tuzy. Od Avengersów z Kapitanem Ameryką, Iron-Manem i Thorem, poprzez 3/4 Fantastycznej Czwórki (nie było tylko Niewidzialnej kobiety ze względu na jej ciążę), 7 X-Menów (z Profesorem X, Wolverine, Storm czy Cyclopsem) oraz Hulk, Spider-Man i nawet Magneto na dokładkę. To samo po stronie łotrów - pełny ich wachlarz. Od ciężkiego Galactusa, przez Dr Dooma, Ultrona , Kanga, Czarodziejkę, Molecue Mana, Dr Octopusa i Lizarda, na Wrecking Crew kończąc. A potem doszły jeszcze pewne uzupełnienia! Czyli im więcej tym weselej.
Obie grupy oczywiście znajdują dla siebie bazy na powierzchni planety, a potem zaczynają planować, jak tu pokonać swoich rywali. Co oczywiście prowadziło i kończyło się na serii bitew i potyczek. Próbowano wprowadzać wątki poboczne, jak odłączenie się X-Men i Magneto od bohaterów (też znaleźli swoją własną bazę), dwie nowe superprzestępczynie stworzone przez Dooma, uwodzenie Thora przez Enchantress czy wątek miłości Human Torcha i Colossusa do miejscowej uzdrowicielki. Ale na końcu jak zawsze dobrzy musieli nakopać złym. I to mimo tego, że Doomowi SPOILER udało się przejściowo zdobyć całą niewyobrażalną moc Beyondera. Ale nawet z nią, na skutek nieprawdopodobnego biegu wypadków bohaterom udało się przetrwać i zwyciężyć.
O tym jak znaczące były Tajne Wojny świadczyły też ich następstwa które obecne były na Ziemi. Największym był oczywiście czarny kostium Spider-Mana i dalsze wydarzenia opisane pokrótce w WKKM # 5. Ale też przejściowo zmienił się skład FF, gdzie She-Hulk zastąpiła Bena Grimma, powstali Avengers Zachodniego Wybrzeża czy też przez jakiś czas Magneto żałował swoich czynów (jego proces we Francji był opisany w TM Semic X-Men 5/93).
Ogólnie jak na marketingową reklamę serii zabawek z połowy lat 80-tych była to całkiem udana seria. Zdobyła dużą popularność i sukces marketingowy który zaowocował Secret Wars II a potem coraz częstszym i większym udziałem crossoverów w życiu bohaterów komiksów. Co trwa do dziś.
Rysunki to naprawdę dobra, solidna robota. Wszystko jest jasne, proste i czytelne a postacie podobne do siebie bez żadnego udziwniania. Mimo ciągłych wtrąceń Jima Shootera Mike Zeck i Bob Layton wykonali kawał świetnej roboty.
Do polskiego wydania mam tylko jedno małe zastrzeżenie - tom drugi jest trochę wyższy niż pierwszy. Ale to typowa zmora kolekcji drukowanych w Polsce. Drukarnie tną jakby "na oko" a potem każdy tom nieco inną wysokość a rysunek grzbietowy nie łączy się idealnie. Poza tym jest elegancko, solidnie i schludnie - standardowa, czarna, twarda okładka z lakierowaną grafiką. W środku, masa fajnych tekstów dodatkowych opisujących historię, kulisy powstania i nawet losy serii zabawek. Mamy też galerię alternatywnych okładek. Dzięki temu tom drugi mimo zawartości tylko 6 zeszytów, niewiele ustępuje grubością Civil War z jego 7-częściową zawartością.
Podsumowując, jeśli jeszcze jakiś miłośnik komiksów nie kupił zakończenia polskich Tajnych Wojen.... To na co czeka?! Niech biegnie szybko do najbliższego Empiku, bo jutro już nie będzie. Gorąco polecam.
Polskiego wydania domagano się od dawna, głównie za czasów istnienia kultowego wydawnictwa komiksowego TM Semic. Wtedy, niecałe 10 lat po premierze miało to jak największy sens. Szkoda, że się nie udało a Mega Marvel dał tylko nam m.in Infinity War. Potem już nie było na to szans. TM Semic upadł, Dobry Komiks publikował historie z początku XXI w. Mucha Comics czy Egmont też już nie chciały się babrać w coraz starszej i starszej historii. Dopiero Hachette włączyło ją do swojej wielkiej europejskiej kolekcji komiksów Marvela, a dzięki ich polskiemu oddziałowi zawitała do naszych rąk.
Jej powstanie nie było dokładnie zaplanowane w wydawnictwie Marvel. Pomysł a nawet tytuł (bo dobrze się kojarzył i miał sprzedawać wśród dzieci i nastoletnich chłopców) przyszedł z zewnątrz - od firmy zabawkarskiej Mattel. Jej konkurencja właśnie podpisała umowę na produkcję figurek bohaterów świata DC. Mattel nie chciał pozostać w tyle i złożył podobną propozycję Jimowi Shooterowi, ówczesnemu redaktorowi naczelnemu, który się na nią zgodził.
W ten właśnie sposób powstał pierwszy, prawdziwy, wielki crossover w świecie Marvela. Wcześniej były już co prawda większe eventy, jak Nadejście Galactusa, Wojna Kree - Skrull czy Korvac Saga. Ale zwykle ograniczały się one do jednej serii komiksów (Fantastyczna Czwórka, Avengers) i pojedynczych bohaterów.
Tym razem wydarzenie dotknęło większość najważniejszych postaci universum, było wyraźnie zaznaczone w ich seriach komiksowych i wywarło wpływ na ich losy. Wszystkie przygody ukazały się w 12 zeszytowej specjalnej serii komiksów.
Historia była dość prosta. Tajemnicza, potężna istota zwana Beyonder, przenosi największych ziemskich bohaterów i złoczyńców na stworzoną przez siebie planetę - Battleworld. I rzuca obietnicę, że kto pokona swoich wrogów, tego najskrytsze marzenia zostaną spełnione. W komiksowym świecie jest to wystarczający powód do naparzania się. :) A kogo tam nie było - same tuzy. Od Avengersów z Kapitanem Ameryką, Iron-Manem i Thorem, poprzez 3/4 Fantastycznej Czwórki (nie było tylko Niewidzialnej kobiety ze względu na jej ciążę), 7 X-Menów (z Profesorem X, Wolverine, Storm czy Cyclopsem) oraz Hulk, Spider-Man i nawet Magneto na dokładkę. To samo po stronie łotrów - pełny ich wachlarz. Od ciężkiego Galactusa, przez Dr Dooma, Ultrona , Kanga, Czarodziejkę, Molecue Mana, Dr Octopusa i Lizarda, na Wrecking Crew kończąc. A potem doszły jeszcze pewne uzupełnienia! Czyli im więcej tym weselej.
Obie grupy oczywiście znajdują dla siebie bazy na powierzchni planety, a potem zaczynają planować, jak tu pokonać swoich rywali. Co oczywiście prowadziło i kończyło się na serii bitew i potyczek. Próbowano wprowadzać wątki poboczne, jak odłączenie się X-Men i Magneto od bohaterów (też znaleźli swoją własną bazę), dwie nowe superprzestępczynie stworzone przez Dooma, uwodzenie Thora przez Enchantress czy wątek miłości Human Torcha i Colossusa do miejscowej uzdrowicielki. Ale na końcu jak zawsze dobrzy musieli nakopać złym. I to mimo tego, że Doomowi SPOILER udało się przejściowo zdobyć całą niewyobrażalną moc Beyondera. Ale nawet z nią, na skutek nieprawdopodobnego biegu wypadków bohaterom udało się przetrwać i zwyciężyć.
O tym jak znaczące były Tajne Wojny świadczyły też ich następstwa które obecne były na Ziemi. Największym był oczywiście czarny kostium Spider-Mana i dalsze wydarzenia opisane pokrótce w WKKM # 5. Ale też przejściowo zmienił się skład FF, gdzie She-Hulk zastąpiła Bena Grimma, powstali Avengers Zachodniego Wybrzeża czy też przez jakiś czas Magneto żałował swoich czynów (jego proces we Francji był opisany w TM Semic X-Men 5/93).
Ogólnie jak na marketingową reklamę serii zabawek z połowy lat 80-tych była to całkiem udana seria. Zdobyła dużą popularność i sukces marketingowy który zaowocował Secret Wars II a potem coraz częstszym i większym udziałem crossoverów w życiu bohaterów komiksów. Co trwa do dziś.
Rysunki to naprawdę dobra, solidna robota. Wszystko jest jasne, proste i czytelne a postacie podobne do siebie bez żadnego udziwniania. Mimo ciągłych wtrąceń Jima Shootera Mike Zeck i Bob Layton wykonali kawał świetnej roboty.
Do polskiego wydania mam tylko jedno małe zastrzeżenie - tom drugi jest trochę wyższy niż pierwszy. Ale to typowa zmora kolekcji drukowanych w Polsce. Drukarnie tną jakby "na oko" a potem każdy tom nieco inną wysokość a rysunek grzbietowy nie łączy się idealnie. Poza tym jest elegancko, solidnie i schludnie - standardowa, czarna, twarda okładka z lakierowaną grafiką. W środku, masa fajnych tekstów dodatkowych opisujących historię, kulisy powstania i nawet losy serii zabawek. Mamy też galerię alternatywnych okładek. Dzięki temu tom drugi mimo zawartości tylko 6 zeszytów, niewiele ustępuje grubością Civil War z jego 7-częściową zawartością.
Podsumowując, jeśli jeszcze jakiś miłośnik komiksów nie kupił zakończenia polskich Tajnych Wojen.... To na co czeka?! Niech biegnie szybko do najbliższego Empiku, bo jutro już nie będzie. Gorąco polecam.
wtorek, 27 maja 2014
Kiedy przyjaciel staje się wrogiem
„Wojna Domowa”
Ocena 3/5
Dzięki uprzejmości Hachette polskie wydanie „Civil War”
zawitało wreszcie pod strzechy J Jasne, Mucha
Comics była pierwsza. Ale z powodu jej specyficznej polityki cenowej i formy
dystrybucji można powiedzieć, że dopiero dzięki WKKM szersza publiczność ma
szansę się zapoznać z tym eventem.
A jest to wielkie wydarzenie. Wydawnictwo Marvel po
bankructwie w drugiej połowie lat 90-tych, po zmianach właścicielskich i
personalnych, na początku XXI wieku zaczęło ponownie snuć większe plany i
koncepcje rozwoju całego superbohaterskiego uniwersum. Ich głównym architektem
stał się scenarzysta Brian Michael Bendis, twórca świata Ultimate. Po przejęciu
serii o Avengers tworzy dwie historie - preludia – „Upadek Avengers” (2004) i
Tajną Wojnę (2005). Zaraz po nich zostaje wskrzeszona idea Marvel Major Events,
czyli zdarzeń które mają wpływ na wszystkich bohaterów i są widoczne w ich
własnych seriach komiksowych, jako tzw. tie-iny. W ten sposób rok 2005 wita nas
największym komiksowym eventem od czasów Onslaught’a - „House of M”. Zaraz potem dostajemy dewastujący „Civil
War” który obejmuje ponad 100 zeszytów wydanych w 2006 roku przez Marvela.
Co prawda scenarzystą tej historii zostaje Mark Millar,
który wcześniej stworzył choćby alternatywną wersję Avengers czyli Ultimates.
Ale główna koncepcja pochodzi od Bendisa, który pisze tie-iny o Nev Avengers
podczas tej wojny. Millar modyfikuje ten pomysł o to, że herosi nie walczą z
samym rządem USA czy tylko S.H.I.E.L.D. a głównie między sobą.
I to jest największa wada tego komiksu. Sprawia wrażenie
stworzonego tylko po to by w końcu dobrzy superbohaterowie przestali walczyć ze
złymi villanami, a zaczęli zupełnie bez sensu bić się między sobą „na poważnie”
a nie jak do tej pory bywało głównie ze względu na nieporozumienie lub udział
wrogich sił trzecich. Dzięki temu zrobi się szum i podbije to sprzedaż
zeszytów. Logika postępowania i charakterów postaci zostaje zepchnięta na drugi
plan.
Jasne, można przyjąć, że jest to poważna komiksowa krytyka i
alegoria na rząd USA który pod pretekstem 9/11, teraz kontroluje i podsłuchuje
wszystkich, stając się powoli policyjnym państwem nie szanującym wolności
osobistej. Ale gdyby tak było to przecież jak pierwotnie myślano, ten cały Registration
Act mógł wyjść od rządu US (np. rozszerzenie programu Sentinel na wszystkich
super-ludzi a nie tylko mutantów) czy osobników pokroju senatora Kellego. Ba –
można było zrobić spisek villanów (Doom, Zemo czy HYDRA) posługujących się
przekupnymi/uległymi politykami przeciw bohaterom.
Zamiast tego głównym złym stała się jedna z ikon super
świata – Tony Stark/Iron-Man. Zrobiono z niego megalomana z olbrzymią żądzą
władzy i kontroli. Skundlono go po prostu. Najpierw arbitralnie wystrzelił
Hulka w kosmos (co zaraz po CW spowodowało Word War Hulk) a potem uknuł całą
intrygę z zamachem na samego siebie, aby przepchnąć ustawę o rejestracji przez
Kongres. Takie czyny w ogóle nie pasują do tej postaci. Iron Man do tej pory
był zawsze szlachetny, porządny, godny zaufania. Jasne był też obrzydliwie
bogatym playboyem i byłym alkoholikiem. Ale do tej pory nigdy nie forsował
swoich argumentów wobec przyjaciół i sojuszników brutalną siłą. Nie było to w
jego dość finezyjnym, do tej pory stylu.
Potem w trakcie wydarzeń cała koncepcja praworządności Iron
Mana pruje się jak wełniany sweter. Większe, pewne bezpieczeństwo kosztem
małego zmniejszenia wolności? Super wyszło. Paradoksalnie bezpieczeństwo się
zmniejszyło gdy ulice pełne sił S.H.I.E.L.D. walczyły z Secret Avengers
Kapitana Ameryki nie zważając uwagi na cywilów. Wolności obywatelskie zabrano
na rzecz permanentnej inwigilacji. Zastosowano odpowiedzialność zbiorową (jeden
superczłowiek popełnił błąd więc zaobrączkujmy wszystkich), wypuszczono z
więzień superprzestępców (Baron Zemo) aby ścigali bohaterów. I ostatecznie
bezpośredni sprawca Speedball zamiast zostać przykładnie ukarany, został
oficerem w nowych siłach porządkowych. Jak zwykle szlachetne intencje dość
szybko sięgnęły bruku, a cel znowu uświęcił wszystkie środki.
Jeśli Iluminati naprawdę chcieli tylko chronić
Ziemię i ludzi na niej żyjących, to powinni stworzyć jakiś ochotniczy legion
czy coś. A naprawdę wyszło że, Iron Man i Mr Fantastic zaraz chcieli dowodzić,
rządzić Spider-man'em i innymi herosami, bo „oni wiedzą lepiej”
Zaś decyzje samego Starka były takie rozsądne
i mądre, że Hulk wściekły na to co mu Iron Man zrobił, wrócił na Ziemię i
rozwalił połowę NY. A S.H.I.E.L.D. i Inicjatywa które miały nas bronić właśnie
przed takim zagrożeniem, zostały prawie że starte na proszek. Okazało się, że
Wojna Domowa nie rozwiązała żadnego z problemów, a tylko osłabiła obronę Ziemi,
co wykorzystały wrogie siły. Niedługo po Hulku nastąpiła inwazja Skruli a potem
Norman Osborne infiltrował administrację i przejął władzę.
Niestety w głównej serii zabrakło paru niuansów. Szkoda, że
nie ma po polsku "Drogi do Wojny Domowej" czyli głównie 1 numeru
Iluminati i trzech kolejnych Amazing Spider-Man - 529-531, gdzie tym bardziej
widać perfidię Tonego Starka. Polskie wydanie oryginalnych numerów Amazing Spider-Man
– Civil War, też by się przydało. Właśnie Pająk (w jeszcze większym stopniu niż
to było w „Rodzie M”) staje się bardzo ważną postacią całego eventu, więc
szkoda, że do WKKM nie łapią się żadne tie-iny. To tam jest pokazany coraz
większy upadek Tonego Starka ("Będą siedzieć w Strefie Negatywnej póki nie
podpiszą Aktu Rejestracji. A jeśli go w ogóle nie podpiszą to będą tu siedzieć
do końca ich naturalnego życia"). Także bardziej szczegółowo pokazano
"pożegnalny" pojedynek Spider-Mana i Iron Mana. Peter nie dał się
załatwić jak She-Hulk i przewidział, że Tony manipulował przy Stark Amor,
„prezencie” dla swojej „prawej ręki”. Właśnie losy Spider-Mana w tej wojnie
pokazują, że ta sielanka w postaci niby happy endu i tego, że po zakończeniu
Civil War Tony Stark zostaje dyrektorem SHIELD i prawie likwiduje
przestępczość, to iluzja i kłamstwo mające przykryć odbieranie ludziom ich
swobód obywatelskich.
Główny rysownik Steve McNiven wykonał przy tej historii
fantastyczną robotę. Ilustracje są jasne, dość realistyczne ale nie tracące
tradycyjnej komiksowej kreski. Artystyczna stylizacja nie psuje przejrzystości
wydarzeń. Widz spokojnie może napawać się akcją, bez przedzierania się czy
adaptowania do specyficznej wizji artysty (jak to było w tomie „Marvels” czy
„Tajna Wojna”).
Ale muszę przyznać, że scenka gdy Stark każe Marii Hill (już
nie dyrektor :) ) zrobić mu 2 kawy albo reakcja Jonah J. Jamsona na konferencję
prasową Spider-Mana - Petera Parkera były bezcenna. J Ale czy do tego trzeba
było tak mocno przeorać całe uniwersum Marvela? Niech każdy sam wyda osąd, bo
niezależnie od stosunku do Civil War, polscy fani komiksów powinni się zapoznać z tą pozycją. I nie
muszą na to wydawać aż 100 zł.
poniedziałek, 19 maja 2014
Star City w chaosie jeszcze raz
Arrow 2x22 4/5
Mimo swojej niedługiej bytności
na ekranie „Arrow” zdążył nas już przyzwyczaić do przedłużonego finału. W
odróżnieniu od konkurencyjnych produkcji jest więcej akcji i istotnych wydarzeń
nie tylko w ostatnim i pierwszym odcinku sezonu.
Akcja rusza w tym samym miejscu
gdzie się skończyła tydzień temu, choć scenę w kanałach spokojnie można by
pominąć. Naciągana jest strasznie. Skoro Oliver i Laurel stali tuż obok siebie,
to jakim cudem nagle oddziela ich kupa gruzu? Skąd znalazł się tam łuk i
kołczan, skoro chwilę wcześniej Arrow miał je na plecach? No i dlaczego Laurel
się początkowo dusi a zaraz potem ma tyle miejsca by uniknąć wybuchu
spowodowanego jej wystrzałem z łuku? Komiksowa konwencja jednak wszystko
wybacza i nie ma co zawracać sobie głowy logiką. J
Lepsze są sceny na powierzchni
gdy Diggle próbuje podkładać ładunki ale przeszkadza mu napakowana mirakuru
Isabel Roschew. Wszyscy narzekają na jej maskę i mają rację. To gumowe cos
strasznie odstaje od eleganckich i prostych „hokejowych” masek reszty Armii
Deathstroke’a. Jeszcze te klamerki niczym w goglach pływackich – koszmarek. I
pewnie niewiele w niej widać, bo tylko w taki sposób można wyjaśnić jak mając 2
miecze i super siłę, nie mogła ona pokonać Diggla uzbrojonego zaledwie w jeden
„teleskop”. Na szczęście zaraz przybyła „Felicyty to the rescue” i uderza
Summer Glau furgonetką. Szkoda, że nie poprawiła jeszcze raz – byłby kłopot z
głowy. J
Tak jak w poprzednim, tak i w tym odcinku panna Smoak to promyczek słońca na
chmurnym niebie. Jej humorystyczne kwestie i nerwowe zachowanie jest tak
naturalne i tak dobrze zagrane że człowiek nie wyobraża sobie Emily Bett
Rickards w jakiejkolwiek innej roli. J
Innym
humorystycznym akcentem była scena na posterunku, gdzie Quentin Lance
klasycznie niemal załatwia jednego z ludzi Slade’a. Ten tuż przed wybuchem
oczywiście przekrzywia głowę patrząc na granaty pod nogami. J
Trochę
rozczarowuje zakończenie wątku Sebastiana Blooda. Aż dziwne, że nie zorientował
się że na końcu Slade go oszuka. Wyraźnie było widać szaleństwo Wilsona, choć z
drugiej strony Blood miał własne demony. Może jako głowa Kościoła Krwi był tak
już zadufany w sobie, że oślepł na pewne rzeczy? Zresztą nie spodobało mi się,
że nagle podziali się wszyscy jego wyznawcy których widzieliśmy na początku
sezonu. Powinien sobie zostawić jakichś akolitów na wszelki wypadek. Potem został sam, zaczął się miotać i łudzić,
że jak pomoże Arrow’owi zabić Slade’a to znowu będzie rządził miastem. Naiwny
głupiec – w pełni zasłużył sobie na los który zgotowała mu Isabel. By nie
powtarzać sceny z Moirą użyła aż 2 mieczy. J
No i ta
blokada miasta. Dla mnie kolejny raz jest to zbyt oczywiste wzorowanie się
twórców na zakończeniu trylogii Nolana. Tu brak logiki boli jeszcze bardziej.
Żeby nawet nie spróbować zaprowadzić porządku. Ludzie Deathstroke’a są bardzo
mocni, ale od czego granatniki? J
A kierowane rakiety, a czołgi? Jednak nie – Amanda sama postanawia, że rozwali
pół milionowe miasto, bo tak najłatwiej. Dla mnie kupy się to nie trzyma. Tym
bardziej, że jednak daje jeszcze parę godzin by lokalny bohater spróbował sam
rozwiązać sytuację.
Takie
sobie były też sceny na posterunku policji. Chyba jedynym w całym mieście z
jedynym żyjącym porucznikiem i jedynym przywróconym detektywem. Jak dodamy
jeszcze patos którym nasączone były te dialogi („Blondynka wyniosła jedno
dziecko z pożaru – to prawdziwa bohaterka”) to wychodzi ciężkostrawne danie. No
fajnie że Sara wróciła, dzięki temu dostaniemy te ż wsparcie od Nyssy Al
Ghul i Ligi Zabójców. Bo ogień trzeba zwalczać ogniem. J
Powrót Malcolma Merlyna na razie
trochę rozczarowuje. Załatwia jednego „namirakurowanego” J
i znowu wyskakuje z tym swoim nudnym już (a ledwo 3 raz to mówi) „Thea ja
jestem twoim ojcem”. J Oczywiście liczę, że córeczka go nie zabiła i
zobaczymy go w 23 odcinku.
Wobec
takiego nagromadzenia wydarzeń w Star City, akcja na wyspie jest minimalna i
potraktowana po łebkach. Ot Oliver każe Anatoliemu zatopić frachtowiec gdyby
nie wrócił za godzinę i idzie „nakopać” Slade’owi. Oczywiście ten już na niego
czeka – och co za niespodzianka. J
Podsumowując
– strasznie dużo się działo i ciągle dzieje tuż przed finiszem sezonu. Ale
dzięki nagromadzeniu wydarzeń człowiek nie ma dość i żąda więcej. Osobiście nie
mogę się doczekać następnego odcinka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









